Monday, June 2, 2008

Poland and Kingdom of Jordan Polska Jordania Polacy w Jordanii

Poland and Kingdom of Jordan Polska Jordania Polacy w Jordanii













Pamiętna wizyta

W marcu 2000 roku w wielu gazetach i czasopismach można było zobaczyć zdjęcia z milenijnej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Ziemi Świętej. Pamiętam jedno z nich, wykonane na szczycie góry Nebo: promienie zachodzącego słońca oświetlają rozległe połacie zrudziałych skał, miejscami tylko okraszonych skąpą roślinnością. Nad głową Pielgrzyma wznosi się wysoki krzyż z brązu, otoczony wężowymi splotami. Swym kształtem przypomina on miedzianego węża wykonanego na polecenie Mojżesza dla ocalenia ludu wybranego na pustyni.

Pielgrzymka papieska do miejsc związanych z historią zbawienia rozpoczęła się w Jordanii, a jej pierwszym etapem była wizyta w sanktuarium na górze Nebo, z której, według tradycji, Mojżesz oglądał Ziemię Obiecaną po czterdziestoletniej tułaczce po pustyni. Góra jest oddalona od stolicy Jordanii - Ammanu, o około 40 km w kierunku południowo-zachodnim.

Przyjechałam do Jordanii wiosną 2000 roku, w tydzień po zakończeniu papieskiej pielgrzymki. Wśród jordańskiej Polonii temat wizyty Jana Pawła II był wtedy bardzo świeży i często go omawiano, a i dziś jest krzepiącym serca i ciągle powracającym wspomnieniem. Ekumeniczna i pokojowa w swej wymowie pielgrzymka Jana Pawła II była wielkim wydarzeniem dla wszystkich osób przebywających na jej szlaku, ale dla jordańskiej Polonii miała chyba wymiar najbardziej szczególny. Na całej trasie towarzyszyły jej polskie flagi, polskie pieśni i polskie serca. Polki i Polacy przebywający w Jordanii na stałe lub tymczasowo uczestniczyli w celebrowanej przez Papieża Mszy św., która odbyła się 21 marca 2000 roku na stadionie sportowym na terenie Medinah Rijadie (Miasteczko Sportowe) w Ammanie. W tych uroczystych chwilach drgnęły najczulsze struny w polskich duszach, a wizyta papieża-Polaka dała Polonii okazję do podkreślenia dumy ze swej polskości, wzmogła poczucie jedności i solidarności.

Jordania jest niewielkim muzułmańskim krajem arabskim, leżącym po wschodniej stronie rzeki Jordan. Wizyta Papieża przypomniała, że zachodnie tereny Jordanii są integralną częścią Ziemi Świętej, znajdziemy tu wiele miejsc związanych z najdawniejszą historią chrześcijaństwa, zaś patronem kraju jest św. Jan Chrzciciel. Obecnie w Jordanii żyje około 160 tysięcy chrześcijan, którzy stanowią kilka procent ludności kraju, a większość z nich skupia się w Ammanie i jego okolicach. Konstytucja jordańska gwarantuje im wolność religijną, chrześcijanie nie podlegają także prawu islamskiemu regulującemu sprawy rodzinne oraz mają zapewniony 10% udział w każdej z dwu izb parlamentu. Bez przeszkód działają liczne szkoły chrześcijańskie, które cieszą się dobrą opinią i zajmują poczesne miejsce w jordańskim systemie oświaty.

Polacy w Jordanii

Historia Polaków w Jordanii jest jednocześnie krótka i długa. Krótka, ponieważ współczesna Jordania czyli Haszymidzkie Królestwo Jordanii to państwo młode, noszące tę nazwę od 1949 roku. Do końca I wojny światowej tereny Jordanii znajdowały się pod panowaniem Turków osmańskich, którzy rządzili tam przez cztery stulecia. W tych czasach Jordania była krainą zamieszkaną przez koczownicze plemiona beduińskie. Po rozpadzie imperium osmańskiego dostała się w brytyjski zarząd mandatowy i w 1922 roku utworzono emirat Transjordanii ze stolicą w Ammanie. Proklamowanie niepodległego królestwa nastąpiło w 1946 roku, a Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Jordanią w 1964 roku.

Historia Polaków w Jordanii jest długa, ponieważ Jordania leży na ziemiach o bogatej przeszłości, a dzieje Polaków w Jordanii stanowią jeden z wątków szerszego tematu obecności rodaków w Ziemi Świętej i w rejonie Bliskiego Wschodu. Być może pierwsi Polacy pojawili się na terenach dzisiejszej Jordanii już za czasów wypraw krzyżowych, których pozostałością są zamki w miejscowościach takich jak Karak lub Shobak w południowej części kraju. Być może na wschodni brzeg Jordanu zawitali już kilka stuleci temu polscy pielgrzymi przybywający do Ziemi Świętej w XVI wieku i wcześniej. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że na terenie dzisiejszej Jordanii postawił stopę któryś z licznych w XVIII i XIX stuleciu polskich podróżników i badaczy. Opis frapującej i odległej historii pozostawię jednak innym autorom.

Obecnie grono Polonii jordańskiej liczy około 250 osób. Liczba ta została określona szacunkowo na podstawie informacji konsulatu polskiego i obejmuje osoby dorosłe oraz dzieci w różnym wieku, posiadające polskie paszporty. Podobnie jak w wielu innych krajach, ze względu na brak odpowiednich statystyk oraz migracje, trudno jest podać dokładną liczbę Polaków przebywających w Jordanii. Pewne jest jednak, że większość z nich mieszka w stołecznym Ammanie lub w miastach północno-wschodniej części Jordanii, takich jak Zarqa, Irbid, Salt lub Madaba.

Wśród dorosłych członków społeczności polonijnej zdecydowanie przeważają kobiety, które znalazły się w Jordanii po zawarciu związków małżeńskich z Jordańczykami. Polsko-jordańskie pary poznawały się najczęściej w Polsce, a Polki, które najdłużej mieszkają w Jordanii, przyjechały tu w połowie lat osiemdziesiątych, czyli dwadzieścia kilka lat temu. Wtedy właśnie, po ukończeniu studiów, rozpoczynali swą karierę zawodową pierwsi jordańscy absolwenci polskich uczelni, najczęściej lekarze lub inżynierowie. Znaczna część z nich jest pochodzenia palestyńskiego. Ich wyjazd do Polski był skutkiem podpisania w 1974 roku umowy o współpracy kulturalnej i wymianie naukowej między Polską i Jordanią. Od tej pory rozwija się wymiana studentów i stypendystów. Obecnie więcej jest Jordańczyków studiujących w Polsce (50-60 osób pod koniec lat dziewięćdziesiątych) niż polskich studentów w Jordanii (co roku 4 osoby przyjeżdżają do Ammanu na kursy języka arabskiego). Studencki i polski rodowód wielu rodzin polonijnych wpływa na ich życzliwy stosunek do polskich tradycji i dobre kontakty z Polską. W wielu domach mówi się po polsku, a ojcowie rodzin z sentymentem wspominają lata spędzone w Polsce.

Jeśli chodzi o Polaków tymczasowo przebywających w Jordanii, to trzeba przyznać, że ich grono jest nieliczne, ale za to można wśród nich znaleźć pasjonatów i naukowców. Najczęściej przyjeżdżają do Jordanii polscy turyści. Trudno ocenić ich liczbę ze względu na brak odpowiednich danych. Sytuacja polityczna i walki toczące się na Zachodnim Brzegu i w Izraelu zahamowały w tym roku napływ turystów z Polski, choć Jordania oferuje wiele unikalnych atrakcji. Są nimi nie tylko pozostałości nabatejskiej Petry lub rzymskiej Gerazy, lecz także niezwykłe krajobrazy kamiennej pustyni Wadi Rum, Morza Martwego i Czerwonego oraz czysty błękit nieba i gorące słońce.

Najtrudniej jest spotkać w Jordanii polskiego biznesmena lub przemysłowca. Polsko-jordańskie kontakty handlowe są raczej słabo rozwinięte W latach osiemdziesiątych Polska była importerem fosforytów z Jordanii, w latach dziewięćdziesiątych ukończono budowę jedynej dużej polskiej inwestycji w Jordanii, którą jest funkcjonująca od 1997 roku odlewnia żeliwa w Irbidzie. Dla przykładu podam, że wysokość polskiego eksportu do Jordanii w roku 2000 osiągnęła wartość 2,5 mln dolarów, a import z Jordanii opiewał na symboliczną sumę 13 tys. dolarów. Widoczna jest jednak tendencja wzrostowa - być może uda się w tym roku wypromować eksport polskich artykułów spożywczych do Jordanii. Tymczasem niekwestionowanym osiągnięciem pierwszego roku nowego stulecia jest zainaugurowanie lotów czarterowych między Warszawą a Ammanem. Służą one obsłudze ruchu turystycznego, a inicjatorem przedsięwzięcia i jego realizatorem po stronie jordańskiej jest Nazir Abu Faraj, mający wieloletnie i bardzo bliskie kontakty z Polską.

Od czasu do czasu trafiają do Jordanii polscy artyści. Najczęściej są to grupy folklorystyczne, które reprezentują Polskę i cieszą się wielkim powodzeniem na dorocznym letnim festiwalu w Jerash, jednej z największych i najpopularniejszych imprez kulturalnych regionu Bliskiego Wschodu. W 1998 roku występowało "Mazowsze" i warszawski teatr dla dzieci "Guliwer", a w 2000 roku na scenie umieszczonej wśród malowniczych rzymskich ruin zatańczyli "Silesianie" z Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Do Ammanu dość często przyjeżdżają także polskie zespoły muzyczne, które występują w miejscowych hotelach.

Ambasada jak dom rodzinny

Ambasada RP w Ammanie jest jedyną polską placówką w Jordanii i trudno przecenić jej znaczenie w życiu Polonii. Placówka konsularna działająca od 1964 roku uzyskała rangę ambasady w 1990 roku. Wcześniej, od czasu nawiązania polsko-jordańskich kontaktów dyplomatycznych w 1964 roku, w Ammanie działało również Biuro Radcy Handlowego, które w 1999 roku zostało zlikwidowane w ramach reorganizacji administracji państwowej w Polsce. Formalnym zwierzchnikiem ambasady jest ambasador akredytowany w Syrii, w praktyce funkcję szefa placówki pełni chargé d'affaires rezydujący w Ammanie. Podniesienie rangi polskiej placówki wiązało się z intensyfikacją kontaktów polsko-jordańskich. Ambasada stała się także miejscem bardziej przyjaznym Polonii i otwartym dla wszystkich Polek i Polaków przebywających w Jordanii. W niewielkiej Jordanii kontakty międzyludzkie rzadko są anonimowe, a kolejni szefowie placówki i ich małżonki - państwo Pawlakowie, Rękasowie, Woźniakowie - czynnie uczestniczą w życiu polonijnym, nie tylko przy okazji oficjalnych uroczystości. Nowa siedziba Ambasady - obszerna trzykondygnacyjna willa, mieszcząca się w spokojnym i ukwieconym zakątku dzielnicy Rabiah, gościnnie użycza swych sal na imprezy i spotkania polonijne, a konsulat wspiera również finansowo działalność Klubu Polek. Szczególnie troskliwie dba o interesy Polonii konsul Beata Sokołowska. Bez jej aktywnej pomocy niemożliwe byłoby zorganizowanie wielu imprez polonijnych oraz powołanie do życia działającego od września 2000 r. punktu szkolnego. Ogromną rolę w koordynowaniu kontaktów Polonii z Ambasadą odgrywa Julita Taha, która zajmuje się sprawami prasy i informacji, jednocześnie należy do grona Polonii i jest aktywną animatorką życia polonijnego.

O potrzebie dialogu

Polaków przebywających lub mieszkających za granicą często wspiera obecność polskiego duchowieństwa i możliwość uczęszczania do polskich kościołów. W Jordanii takich możliwości prawie nie ma. Podczas półtorarocznego pobytu w tym kraju spotkałam tylko jednego polskiego duchownego. Ksiądz Adam Wąs jest jednocześnie zakonnikiem Zgromadzenia Słowa Bożego Księży Werbistów, naukowcem i poliglotą o szerokich zainteresowaniach religioznawczych. W Jordanii prowadzi badania naukowe w ramach kursu doktoranckiego na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Rozprawa doktorska księdza Adama będzie nowatorską pracą na temat stowarzyszenia Braci Muzułmanów (Muslim Brotherhood), podejmującą zagadnienie współczesnego fundamentalizmu islamskiego w aspekcie założeń religijnych i społecznych, nie tylko od strony politycznej, która jest zwykle eksponowana. Dla ks.Adama Wąsa impulsem do podjęcia studiów nad islamem było zetknięcie się z jego wyznawcami podczas pobytu na misji w Kenii. Po studiach w Papieskim Instytucie Studiów Arabistycznych i Islamologicznych w Rzymie trafił do Jordanii, która przyciągnęła go atmosferą tolerancji i otwartości oraz istnieniem instytutów badawczych, nastawionych na dialog między religiami. Słowa "dialog" i "dialogowy" powtarzają się często w rozmowie z księdzem Adamem, bo właśnie zagadnienie dialogu między religiami, a szczególnie dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, jest jego pasją.

- Umiejętność nawiązania takiego dialogu będzie niesłychanie ważna dla przyszłości społeczeństw Europy, której oblicze ulega ogromnym zmianom - mówi. - Chodzi o to, żeby nowe społeczeństwa europejskie były dialogowe, żeby ludzi cechowała otwartość na drugiego człowieka, a kontakty między wyznawcami odmiennych religii miały taką formę, w której jedna strona ubogaca drugą.

Ksiądz Adam Wąs jest Sekretarzem Generalnym powstałej w Polsce w 1998 roku Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, rozwijającej swą działalność we współpracy z Episkopatem Polski. W Jordanii przebywa tymczasowo po raz trzeci, a jego twórcze kontakty z tym krajem oraz z jordańską Polonią będą kontynuowane.

Polscy archeolodzy w Jordanii

Jordania jest rajem dla archeologów, a wielonarodowe ekipy prowadzą badania w licznych miejscowościach tego kraju. Pasjonatem swego zawodu był Antoni Ostrasz (1929-1996), polski architekt i archeolog, który ostatnie 14 lat swego życia spędził w Jerash - jednym z najlepiej zachowanych miast starożytnego Wschodu, należącym do starożytnej ligi dziesięciu miast Dekapolis. Antoni Ostrasz już od początku lat sześćdziesiątych zaangażowany był w badania prowadzone przez archeologów śródziemnomorskich na terenie Egiptu, Sudanu i Cypru. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, swą karierę naukową kontynuował na Uniwersytecie Warszawskim. W 1982 roku przyjechał do Jordanii i wraz z grupą polskich archeologów zajmował się wykopaliskami i rekonstrukcją kościoła biskupa Marianusa oraz Domu Umajadów w Jerash. W 1984 roku rozpoczął prace prowadzące do rekonstrukcji największej w Jerash budowli - hipodromu i temu zadaniu poświęcił resztę życia. Pracował tu do dnia swej nagłej śmierci. Antoni Ostrasz kierował także rekonstrukcją kompleksu budynków w miejscowości Pella oraz wieży Cytadeli w Ammanie. Lubiany i szanowany przez międzynarodową społeczność naukowców pracujących na Bliskim Wschodzie, w Jordanii pozostawił największą część swego dorobku naukowego i serdeczne wspomnienia w ludzkich sercach. Antoni Ostrasz nie był jedynym Polakiem badającym zabytki Jordanii. W latach 90. Polacy brali udział w realizacji zakrojonego na szeroką skalę amerykańskiego projektu Madaba Plains Project, poświęconego opracowaniu historii kultury rejonu Madaby, która w czasach bizantyjskich była ważnym ośrodkiem chrześcijaństwa. Na stanowiskach z epoki wczesnego brązu przez cztery kolejne sezony, począwszy od 1996 roku, prowadzili badania polscy naukowcy i studenci z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polki, Jordanki - żony Palestyńczyków

Oblicze jordańskiej Polonii i atmosferę życia polonijnego w Jordanii kształtują przede wszystkim polskie żony Jordańczyków. Polki są zwykle przyjmowane serdecznie i bez uprzedzeń, a już po krótkim pobycie w Jordanii można się przekonać, że wyraz "Bolanda" czyli Polska wywołuje zwykle serdeczny uśmiech. Osoby, które nie zetknęły się nigdy z Polską mają jednak niewielką wiedzę na jej temat i Polskę, wraz z innymi byłymi państwami komunistycznymi, zalicza się ogólnie do biedniejszej części Europy. Polki mieszkające w Jordanii mają zwykle obywatelstwo jordańskie, które według obecnych zasad prawnych jest przyznawane po pięciu latach małżeństwa z obywatelem Jordanii, niezależnie od miejsca pobytu. Uzyskanie praw obywatelskich z pewnością sprzyja silniejszemu identyfikowaniu się ze społeczeństwem drugiej ojczyzny.

Jordania jest krajem młodym, liczba jej ludności zwiększa się dynamicznie, obecnie wynosi 4,7 mln, a prawie jedna trzecia zamieszkuje w półtoramilionowym Ammanie, który w czasie ostatnich 20 lat ogromnie się rozwinął. Mieszkańcy Jordanii to głównie Arabowie, znaczną grupę stanowią Arabowie palestyńscy, którzy napłynęli do Jordanii w 1948 i w 1967 roku. Liczbę uchodźców (fala z 1948 r.) określa się na 1,5 mln, a przesiedleńców (z 1967 r.) na 800 tysięcy. Ponad 50% obywateli jordańskich jest pochodzenia palestyńskiego. Jordania była jedynym krajem Bliskiego Wschodu, który przyznał uchodźcom swe obywatelstwo. W Jordanii można także spotkać niewielkie grupy potomków Czerkiesów, Czeczenów, Ormian, Turków i Kurdów.

Wielu mężów jordańskich Polek jest pochodzenia palestyńskiego, najczęściej należą oni do drugiego pokolenia uchodźców z 1948 roku. Są zadomowieni w Jordanii bardziej niż ich rodzice, ale jednocześnie mają świadomość przynależności do grupy ludzi, których coraz częściej określa się tu mianem diaspory palestyńskiej. Żony dzielą z nimi ich niespokojny los.

Palestyńczycy odegrali dużą rolę w rozwoju Jordanii, jednak ich dostęp do stanowisk w administracji państwowej i wojsku, do wyższych uczelni i stypendiów jest ograniczany. - Jedyną szansą dla Palestyńczyków było zdobywanie wykształcenia. To jest nasz kapitał - mówi jeden z mężów. Mężowie Polek należą do wykształconej elity kraju, choć po powrocie ze studiów w Polsce droga do posad państwowych bywała dla nich zamknięta.

Bycie żoną Palestyńczyka może oznaczać konieczność migracji. W Jordanii można spotkać Polki, które przyjechały tam po roku 1991 z krajów Zatoki Perskiej, najczęściej Kuwejtu. Niektóre z nich mają bardzo dramatyczne wspomnienia z okresu wojny w Zatoce Perskiej. W wyniku tej wojny do Jordanii napłynęło około 300 tysięcy Palestyńczyków, większość z nich miała wcześniej obywatelstwo jordańskie.

Rzetelne i punktualne

W Ammanie można się leczyć u polskich lub mówiących po polsku lekarzy. Ewa i jej mąż Omar Hzeyyen poznali się na studiach medycznych w Poznaniu i pobrali się na drugim roku. Po ukończeniu studiów i kilku latach pracy w Polsce przyjechali do Ammanu i tu zaczęli wszystko od nowa. Ewa otworzyła własny gabinet stomatologiczny i obecnie nie może narzekać na brak pacjentów. Polsko-jordańskich par lekarzy jest w Jordanii więcej. Po nostryfikacji dyplomów polskie lekarki i pielęgniarki bez kłopotów znajdują pracę i są cenione za rzetelność, czystość i punktualność.

Ewa Jaber jest magistrem rehabilitacji, żoną wykształconego w Polsce chirurga. Przyjechała do Jordanii w grudniu 1977 roku, z choinką w walizce. Chciała, aby już te pierwsze święta upłynęły w prawdziwie świątecznej atmosferze. Dziś co roku w wigilię uczestniczy w uroczystej, międzynarodowej pasterce na górze Nebo. Cztery miesiące po przyjeździe do Ammanu Ewa podjęła pracę w swej specjalności na jedynym wówczas oddziale rehabilitacji w szpitalu uniwersyteckim. Od 1989 roku pracuje w dużym szpitalu w Ammanie i jest wziętym specjalistą. W czasie swego pobytu w Jordanii pracowała, wychowywała dzieci, uczyła się nowego języka i nowego kraju. - Nie było czasu na zastanawianie się nad drobiazgami, to chyba praca pomogła mi przetrwać najtrudniejsze chwile - mówi dzisiaj. Praca daje jej nie tylko niezależność finansową i pewność siebie, ale i szacunek męża, za to że podołała wszystkim obowiązkom jednocześnie. Zawsze może liczyć na pomoc i zrozumienie z jego strony.

Małgorzata Al - Busol jest inżynierem budowlanym. Przyjechała do Jordanii w 1993 roku i wkrótce po zamieszkaniu w Ammanie podjęła pracę w prywatnym biurze konstrukcyjnym. Przez pierwszych dziesięć miesięcy pracowała za darmo, ucząc się arabskiego, doskonaląc angielski. Wielu rzeczy musiała nauczyć się od nowa, bo normy stosowane w tutejszym budownictwie są zupełnie inne niż w Polsce, a właściciel firmy nie od razu uwierzył w jej fachowe umiejętności. Mówi, że zawsze podporą i pomocą był dla niej mąż. Dziś, po 6 latach pracy, zajmuje odpowiedzialne kierownicze stanowisko, jest ceniona za punktualność, obowiązkowość i fachowość, ale także za chęć uczenia się i nieustannego podnoszenia swych kwalifikacji.

Genowefa Qadri jest przyzwyczajona do samodzielności i aktywnej pracy. Twierdzi, że zawsze dobrze się czuła w Jordanii, choć ma wiele okazji zetknięcia się z różnicami w mentalności Polaków i Jordańczyków. Mieszka na stałe w Ammanie od 1995 roku. Od czterech lat jest zaangażowana w pracę w dużej firmie odzieżowo-handlowej, prowadzonej przez rodzinę męża. Zatrudniający około 50 osób zakład krawiecki w Ammanie zajmuje się szyciem tradycyjnych i nowoczesnych strojów dla muzułmanek, sprzedawanych w sieci firmowych sklepów w kilku krajach oraz eksportowanych do innych odbiorców za granicą. Gdy Gienia jest w zakładzie, praca wre pod jej czujnym okiem, to ona jest odpowiedzialna za kontrolę jakości i kierowanie pracownikami, którzy nierzadko przysparzają jej kłopotów z powodu braku odpowiednich kwalifikacji i niesystematyczność w pracy.

Dorota Fahmi i Bożena Spychała w lipcu 2000 roku otworzyły prywatne przedszkole w dzielnicy Rabiah w Ammanie. Dorota miała już wieloletnie doświadczenie w pracy w tej branży, bo choć ma wykształcenie ekonomiczne, po przyjeździe do Jordanii szybko znalazła pracę w przedszkolu, potem była nauczycielką angielskiego w jednej z katolickich szkół w Ammanie, następnie została dyrektorką przedszkola, a wreszcie postanowiła założyć własne. Polubiła pracę z dziećmi, a podstawą nowego startu było wzajemne zaufanie i przyjaźń łącząca ją z Bożeną oraz środki finansowe zapewnione przez mężów obu pań. Wprowadzono naukę angielskiego dla dzieci, co bardzo podoba się rodzicom, ale o widocznym już sukcesie przedszkola zadecydowały też dobre warunki lokalowe, rodzinna atmosfera i rzetelne podejście Polek do pracy. W Ammanie najłatwiej jest znaleźć pracę, ale i w innych miastach Polki nie rezygnują z kariery zawodowej. - To praca znalazła mnie - mówi mieszkanka Irbidu Elżbieta Jedllińska. Poszukiwano inżynierów ze stażem, a Elżbieta właśnie do nich należała. Jest inżynierem mechanikiem, kilka lat poświęciła na odchowanie dzieci, ale nie przeszkodziło to pomyślnemu powrotowi do pracy, poprzedzonemu uczestnictwem w kursach organizowanych przez jordańskie Stowarzyszenie Inżynierów. Dziś, korzystając z dobrodziejstw komputeryzacji, może pracować dla dużej firmy konstrukcyjno-budowlanej w Ammanie, mieszkając w Irbidzie. Jest też odpowiedzialna za nadzór remontowo-techniczny w tutejszym szpitalu, a żeby całkiem wypełnić sobie wolny czas, została agentem firmy produkującej kosmetyki i sprzęt medyczny. Mniej więcej jedna czwarta ogólnej liczby jordańskich Polek pracuje poza domem, szczególnie lekarki i inżynierowie znajdują zatrudnienie i nie przeszkadza w tym fakt bycia kobietą i cudzoziemką. W Jordanii tylko 5% kobiet ma wyższe wykształcenie, więc dyplom wyższej uczelni z pewnością ułatwia Polkom zdobycie pracy, choć nie jest jedynym warunkiem rozwinięcia aktywności zawodowej.

Rodzina ponad wszystko

Już po krótkim pobycie w Jordanii można się zorientować, że więzy rodzinne odgrywają niezwykle ważną rolę w życiu Jordańczyków, a w skali całego społeczeństwa nie bez znaczenia są także więzy plemienne. Rodziny są raczej liczne, statystyki mówią, że na jedną rodzinę przypada średnio pięcioro dzieci, ale wskaźnik ten spada, szczególnie wśród ludności miast. Rodziny polsko-jordańskie mają zwykle troje lub dwoje dzieci.

Pojęcie rodziny jest często rozumiane w sposób tradycyjny, a więc obejmuje szeroki krąg krewnych i powinowatych. Ma to swoje dobre i złe strony. Więzy rodzinne zobowiązują nie tylko do częstych spotkań z okazji świąt i uroczystości, oznaczają również obowiązek wzajemnej pomocy w wielu aspektach życia, także pomocy finansowej. Zdarza się, że rodzina męża jest dla Polki cennym oparciem i pomocą, ale czasem bywa i tak, że ogranicza prywatność i swobodę w życiu codziennym. Te ostatnie przypadki pozostają jednak w zdecydowanej mniejszości, ponieważ Polki najczęściej biorą swój los we własne ręce.

Polki, które trafiły do rodzin chrześcijańskich, bez problemu kultywują polskie tradycje religijne. W wielu innych rodzinach z powodzeniem prowadzony jest dialog między dwiema religiami i tradycjami: chrześcijańską i muzułmańską. Dzieci z małżeństw mieszanych automatycznie stają się muzułmanami, ale na przykład celebrującymi, podobnie jak ich rodzice, zarówno Boże Narodzenie, jak i Ramadan.

Grono polonijne często zastępuje Polkom i ich dzieciom polskich krewnych, których brakuje w Jordanii. Wiele wskazuje na to, że jordańskim Polkom udało się coś bardzo ważnego i trudnego: stworzyły społeczność polonijną, która przypomina zżytą i harmonijnie współpracującą rodzinę.

Klub Polek

Polki mieszkające w Ammanie zawsze łączyła serdeczna zażyłość i koleżeńska współpraca. - Jest nas tak mało, musimy się trzymać razem - mówią często. Nieformalne spotkania polonijne przyjęły nowy kształt jesienią 1989 roku, podczas kryzysu w Zatoce Perskiej. Był to jedyny w czasie ostatniego ćwierćwiecza okres, który jordańskie Polki wspominają jako pełen napięcia i strachu. Niebezpieczeństwo wojny wisiało w powietrzu. Wszyscy odczuwali potrzebę silniejszego zintegrowania środowiska polonijnego.

Zimą 1989 roku wspólnie z konsulatem RP w Ammanie zorganizowano po raz pierwszy ogólnokrajowy, polonijny bal choinkowy dla dzieci i rodziców. Frekwencja była nieomalże stuprocentowa. Wkrótce potem doszło do powstania Klubu Polek. Niemałą rolę w jego tworzeniu odegrała Julita Taha, a pierwszą przewodniczącą Klubu została Liliana Fanek, która już od kilku lat była organizatorką rozmaitych spotkań polonijnych, odbywających się często w jej domu. Liliana była przewodniczącą Klubu Polek przez 2 lata. Obecnie funkcję tę dzielą między siebie dwie osoby: Barbara Ali Mohamed Awadallah i Małgorzata Abdel Nabi, skarbnikiem Klubu jest od kilku lat Małgorzata Zaghloul.

Do Klubu Polek w Jordanii należy obecnie 25 osób, ale organizowane przez Klub imprezy są otwarte dla wszystkich. Co roku odbywa się ogólnopolonijna zabawa świąteczno-noworoczna, systematycznie organizowane są obchody Świąt Wielkanocnych, Dnia Kobiet i Dnia Matki, wycieczki integracyjne dla rodzin jordańsko-polskich, zabawy i konkursy wiedzy o Polsce z okazji Dnia Dziecka. Ze względu na brak stałego lokalu lub finansowych możliwości wynajęcia go, większość imprez odbywa się w domach prywatnych. Działalność Klubu Polek finansowana jest ze składek członkiń Klubu, a także wspomagana przez Ambasadę RP w Ammanie.

Jednym z osiągnięć Klubu Polek było stworzenie w 1990 roku społecznej biblioteki, której księgozbiór liczy obecnie około 800 tomów. Biblioteka mieści się w budynku Ambasady RP. Klub Polek zgromadził także sporą wideotekę filmów polskich pochodzących z darowizn osób prywatnych, a częściowo ufundowaną przez polskie MSZ. Po wizycie w Jordanii marszałka Senatu RP Alicji Grześkowiak w listopadzie 2000 roku, Klub wzbogacił się o telewizor, magnetowid oraz pomoce do nauki języka polskiego w postaci podręczników, map, słowników i encyklopedii, które są darem Senatu RP dla Polonii jordańskiej. Są one cenną pomocą dla punktu szkolnego prowadzącego zajęcia z języka polskiego i historii Polski, którego działalność zainaugurowano we wrześniu 2000 roku. Zajęcia przeznaczone są dla dzieci polonijnych i odbywają się raz w tygodniu, na terenie polskiej ambasady, a prowadzą je nieodpłatnie członkinie Klubu: Izabela Abu Faraj i Ewa Zajączkowska - El Hassani oraz Ewa Garbuzik - emerytowana nauczycielka, która przebywa w Jordanii u córki Edyty. Uczniowie, niezależnie od wieku, podzieleni są na dwie grupy: początkującą i zaawansowaną. W zajęciach zwykle bierze udział około 20 dzieci.

Drugie pokolenie Polonii

- Gdy jestem w Polsce, lubię pójść do lasu, nad rzekę lub nad jezioro - mówi jeden z młodych przedstawicieli drugiego pokolenia Polonii. Jedna z dziewcząt z rozmarzeniem opowiada, że lubi wilgotny zapach polskich łąk.

Polonia jordańska utrzymuje ścisłe kontakty z Polską, a znakomita większość dzieci polonijnych płynnie mówi po polsku. Rodzice dbają nie tylko o znajomość języka polskiego, lecz także o zapewnienie dzieciom dobrego wykształcenia. Jordańczycy, jeśli tylko są takie możliwości, chętnie wysyłają swe dzieci na studia za granicę, a dzieci polonijne często wybierają studia w Polsce. W roku akademickim 2000/2001 na polskich uczelniach studiowało 17 osób, należących do drugiego pokolenia jordańskiej Polonii. Wyraźnym powodzeniem cieszą się studia medyczne, które wybrało aż 8 osób, najczęściej kontynuując rodzinne tradycje lekarskie. Po 2 osoby odbywały studia techniczne i ekonomiczne, 3 osoby studiowały na kierunkach uniwersyteckich. W tym samym roku przyznano Jordanii 5 miejsc na rocznych kursach języka polskiego w Polsce. Do grupy pierwszych absolwentów należy Samir Jaber, który w tym roku ukończył studia na Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Studia w Polsce możliwe były dzięki stypendiom polonijnym przyznawanym przez rząd polski. Pełne stypendia, obejmujące świadczenia socjalne, zaczęto przyznawać w 1993 roku i w roku akademickim 2000/2001 korzystało z nich 12 osób. Od 1998 roku zniesiono świadczenia stypendialne, oferując jedynie możliwość bezpłatnej nauki. Wielu rodziców marzy o wysłaniu swych dzieci na studia do Polski, jednak koszty utrzymania w Polsce są coraz wyższe i nie wszyscy będą mogli zrealizować swe marzenia.

Kraje Bliskiego Wschodu kojarzą się najczęściej z niepokojami politycznymi, nawet z terrorem. W czasie mojego półtorarocznego pobytu w Ammanie przekonałam się, że żyje się tu spokojnie i bardzo normalnie. Zwykłym trybem toczy się życie wielu Polek i ich rodzin, które miałam okazję poznać. Jest to życie wypełnione troską o dom i dzieci, pracą, kontaktami z ludźmi. Zapewne życie to nie jest całkowicie jordańskie, nie jest też polskie, lecz stanowi niepowtarzalną i indywidualną dla każdej rodziny mieszankę obu elementów.
Andrzej BIERA Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny
(09/12/2003)
secretariat@amman.polemb.net


Płk Michał ROSZCZYNA Attaché Wojskowy, Lotniczy i Morski
(rezydujący w Damaszku)
(23/07/2003)

Janusz JANKE I Sekretarz - sprawy ekonomiczne, handlowe i administracyjne
(21/01/2007)
commercial@amman.polemb.net

Piotr BARGŁOWSKI II Sekretarz - sprawy prasowe i kulturalne
(02/09/2005)
press-cultural@amman.polemb.net

Katarzyna JAWOROWSKA III Sekretarz - sprawy konsularne
(05/09/2007)
consul@amman.polemb.net

No comments: