Wednesday, June 25, 2008

Piotr Rubik - The Right to Love from Poland

Piotr Rubik - The Right to Love from Poland


Hee needs to Play
in The John F. Kennedy Center for the Performing Arts The John F. Kennedy Center for the Performing Arts 2700 F Street, NW Washington, DC 20566

Tuesday, June 24, 2008

Lakshmi Mittal takes over Poland's biggest steel plant.

Lakshmi Mittal takes over Poland's biggest steel plant.





Lakshmi Mittal, the richest Indian in the UK, appears to be firmly on his way to becoming number one among the steel makers in the world. His LNM Group has struck an agreement to buy Poland's biggest steelworks in a deal worth over £630 million. He had bought two years ago Sidex, the biggest steel plant in Rumania.

Sources said that the Group has brokered an agreement with the Polish Government to buy Polskie Huty Stali (PHS), that produces 70 per cent of the country's steel from its four mills, but must still agree social package deal with unions that represent the steel maker's 16,000 workers.

LNM Group was chosen as preferred bidder for PHS over United States Steel. With the latest acquisition, LNM will be able to double its output of steel in Eastern Europe to around 15 million tonnes. The deal was agreed with the European Union, which Poland is slated to join next year, to enable PHS to compete with more efficient western rival plants.

The Polish plant will also benefit from £480 million state aid to revamp its operations.

Monday, June 23, 2008

Endorses Barack Obama he can bring America Back for the people like Pope John Paul did to the world.

Endorses Barack Obama he can bring America Back for the people like Pope John Paul did to the world.

Polonia and Polish Americans for Obama.

Al Gore Endorses Barack Obama in Detroit, MI

Ron Paul's Message to OBAMA!

Former President Carter Praises Obama

Zbigniew Brzezinski

John Paul II, WE LOVE YOU

Lech Wałęsa Zaginione Dokumenty

Lech Wałęsa Zaginione Dokumenty


Obywatel Lech Wałęsa (cz. 1/2)

Obywatel Lech Wałęsa (cz. 2/2)

Sunday, June 22, 2008

Protesty stoczniowców

Protesty stoczniowców
(2008-06-02)
Rozmowy niedokończone
słuchajzapisz

Friday, June 20, 2008

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY POLSKIEJ

MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY dostep DO MORZA NASZEGO BALTYKU


MORSKA SZTUKA WOJENNA DOMINIUM MARIS BALTICI A NARODZINY POLSKIEJ
MORSKIEJ MYŚLI WOJSKOWEJ
Bolesław Krzywousty
Mlodszy syn Wladyslawa Hermana i jego drugiej zony Judyty, ksiezniczki czeskiej urodzil sie w r. 1086. Pierwsza jego zona byla Zbyslawa, corka ksiecia kijowskiego Swietopelka II. Po jej smierci pojal Salomee, corke hrabiego Bergu. Przejawial duze talenty polityczne i wojskowe. Boleslaw za zycia ojca byl wladca dzielnicy slasko-malopolskiej. Po jego smierci podlegal poczatkowo starszemu bratu Zbigniewowi w latach 1102-1106. Boleslaw powodowany ambicja, jak tez checia zjednoczenia panstwa wszczal walki ze Zbigniewem uzyskujac rychlo przewage. Obawiajac sie Zbigniewa, kazal go oslepic. Nawet uwielbiejacy Boleslawa Krzywoustego Gall Anonim nazwal to "zbrodnia i grzechem". Cesarz niemiecki Henryk V wykorzystal ten czyn jako pretekst do najazdu na Polske. Najazd Niemcow zjednoczyl spoleczenstwo wokol Boleslawa, jako obroncy niezaleznosci panstwa. Cesarz nie zdolal zdobyc ani bohatersko broniacego sie Glogowa ani Wroclawia. Kleska na Psim Polu zmusila go do odwrotu. Dzielem Boleslawa Krzywoustego bylo takze odzyskanie Pomorza. Po kilkuletnich zaciekle prowadzonych walkach Polska uzyskala dostep do morza od wyspy Rugii na zachodzie do ujscia Wisly. Obok wielu sukcesow doznawal jednak Boleslaw Krzywousty niepowodzen. Bunt wojewody Skarbimierza w r. 1117 i pozniejsza niepomyslna wojna z Wegrami w r. 1132 nie dozwolily mu ukoronowac sie na krola. W r. 1135 musial nadto zlozyc cesarzowi Lotarowi w Merseburgu hold z Rugii i Pomorza. Najwieksza jednak kleska Krzywoustego byl fakt, ze walczac cale zycie o zjednoczenie Polski i jej calkowita niezaleznosc polityczna, musial przed smiercia w r. 1138 zrezygnowac z tych idei, ulegajac coraz silnieiszym dazeniom odsrodkowym. Wbrew wlasnemu przekonaniu podzielil kraj pomiedzy synow. Najstarszy Wladyslaw otrzymal Slask, Boleslaw Kedzierzawy Mazowsze i Kujawy, Mieszko Stary Wielkopolske, a Salomea, przy ktorej pozostawali nieletni Henryk i Kazimierz, dostala dzielnice leczycka. Aby jednak mimo podzialu utrzymac jednosc panstwa, ustanowil Boleslaw zasade pryncypatu czyli zwierzchnictwa. Wielkim ksieciem mial byc najstarszy z rodu, i jemu na znak wladzy przypadala w udziale dzielnica wielkoksiazeca z Krakowem jako stolica, oraz zwierzchnictwo nad Pomorzem. Boleslaw Krzywousty pochowany zostal w Plocku.



Polska od wieków wiązała swe istnienie z morzem. Zainteresowanie nim rosło wraz z kształtowaniem się państwa. Świadectwem tego jest już dążenie pierwszego władcy polskiego Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego do oparcia granicy o Bałtyk. Pierwszy założył gród gdański, a drugi przez fundowanie biskupstwa w Kołobrzegu w 1000 r. oraz przeprowadzenie w tymże mieście pierwszych symbolicznych zaślubin z morzem, w trakcie których wrzucono do Bałtyku cztery poświęcone głazy, zakładał trwałe fundamenty pod swoje panowanie. Obaj władcy dążyli do rozciągnięcia i utrwalania panowania na wybrzeżu od delty Odry do delty Wisły.1 Ich następcy, a szczególnie Bolesław Szczodry i Bolesław Krzywousty stawiali sobie cele podobne. Jednak ze względu na brak źródeł trudno mówić o jakiejś polityce morskiej. Książęta polscy dążąc nad Bałtyk pragnęli poszerzyć swe terytorium. Często występowali zaczepnie o władztwo nad tymi obszarami. Przykładem tych wystąpień są znane bitwy pod Svoldern w 1000 r., wyprawy na Robe w 1014 r. czy Haithabu w 1043 r. oraz zdobycie Kołobrzegu w 1103 r.. 2 Niezwykle śmiała była natomiast wyprawa szczecińskiego księcia Racibora I na odległą Konungahelę w roku 1136, w której wzięło udział około 14 000 zbrojnych, w tym 1300 jezdnych zaokrętowanych na 650 okrętach.3 W akcji tej, jak i wcześniejszych uczestniczyły siły polskie bądź jako samodzielne związki operacyjne, bądź w składzie flot sojuszniczych działających przeciw wspólnemu wrogowi. Morska działalność pierwszych Piastów była częścią wspólnego systemu organizacyjnego państwa, przeznaczoną do obrony jego interesów morskich i dysponującą zarówno okrętami, jak i siłą zbrojną oraz bazami w postaci twierdz portowych, zabezpieczających potrzeby zaopatrzeniowe, remontowe i łączności, a więc wszystkimi elementami składającymi się na flotę wojenną. Istnienie silnej floty wojennej we wczesnofeudalnym państwie polskim dobitnie świadczyło o orientacji morskiej w czasach pierwszych Piastów.4

Odepchnięcie Polski od Bałtyku nastąpiło w wyniku rozbicia dzielnicowego i tym samym osłabienia władzy centralnej, ale również przemian społeczno-gospodarczych i dopuszczenia do inwazji żywiołu niemieckiego na tereny nadbałtyckie oraz sprowadzenia Krzyżaków.5

W zjednoczonym przez Władysława Łokietka państwie polskim w 1320 r. zabrakło dostępu do morza. Usiłowania powrotu nad Bałtyk nie dały rezultatu aż do połowy XV wieku.

Dopiero rozpoczęcie przez Kazimierza Jagiellończyka w roku 1454 walki o odzyskanie Pomorza wykazało, że podstawowym warunkiem realizacji określonej polityki morskiej było posiadanie zarówno odpowiedniego dostępu do morza, jak i stosownego potencjału morskiego. Chociaż wojna trzynastoletnia6 była wojną typowo lądową, to jednakże Kazimierz Jagiellończyk, jak i przedstawiciele Związku Pruskiego z Gdańskiem na czele rozumieli doskonale, że choć rozstrzygnięcie w tej wojnie musi zapaść na lądzie, to przecież nie da się go osiągnąć bez uprzedniego zwycięstwa na morzu. Wynikało to z faktu, że państwo krzyżackie, otoczone na lądzie posiadłościami Polski i Litwy, skazane było jedynie na łączność drogą morską ze swymi sprzymierzeńcami. Utworzenie floty wojennej stało się, więc pilną koniecznością, bez której trudno było liczyć na zwycięstwa.

W roku 1455 rajcy Gdańska zwrócili się do Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o zgodę królewską na wystawienie floty kaperskiej.7 Taki system tworzenia flot wojennych był powszechnie stosowany w ówczesnej Europie, gdyż był nie tylko tani, jeżeli chodzi o nakłady finansowe, ale i zyskowny, zarówno dla armatorów i kaprów, jak i dla władców czy rad miejskich.

8 stycznia 1456 r. król w wystosowanym do Lubeki liście oznajmił, że z nadchodzącą wiosną wyśle naves nostras („nasze okręty") przeciw swoim nieprzyjaciołom.8 Data ta jest zdaniem autora początkiem narodzin polskiej morskiej myśli wojskowej. Wystawiane zaś od 1460 r. listy kaperskie,9 w których rada gdańska podkreślała, że kaprowie wysyłani są na rozkaz króla polskiego, który zapewniał ich działalności swoje zwierzchnictwo i opiekę, stanowią kolejny dowód.

Pod względem wojskowym działania prowadzone przez floty kaperskie Gdańska i Elbląga w czasie wojny trzynastoletniej wyraźnie wykazały wyższość i większą skuteczność polskich środków i sposobów walki nad krzyżackimi. Jednym z dowodów wyższości sztuki wojennej polskich sił morskich była bitwa stoczona 15 września 1463 r. na wodach Zatoki Świeżej, bo tak nazywano wówczas Zalew Wiślany, w której zastosowany przez flotę polską szyk „półksiężyca" różnił się od szyków bojowych używanych dotąd we flotach miast hanzeatyckich, a w tym krzyżackich. Floty te stawały do bitwy w szyku „klina", „czołowym" lub kolumn torowych, podczas gdy jednostki polskie zastosowały jednoczesne uderzenie z trzech stron, tj. z obu skrzydeł i centrum.10

Kolejnym dowodem były przykłady zorganizowania współdziałania polskich sił morskich z wojskami lądowymi broniącymi się w miastach oblężonych przez oddziały zakonne lub też zdobywającymi twierdze obsadzone przez Krzyżaków, jak to miało miejsce w walkach o Puck w roku1464, kiedy skuteczna blokada od strony morza w dużej mierze zadecydowała o powodzeniu oblężenia prowadzonego przez oddziały polskich wojsk lądowych.11 Był to pierwszy sukces taktycznego współdziałania floty i wojska, dzięki któremu zdobyto tak silną nadmorską twierdzę. Niemal w 200 lat później, w ten sam sposób Puck został odbity z rąk szwedzkich.

Działalność polskiej floty kaperskiej w czasie wojny trzynastoletniej odegrała poważną rolę w całokształcie przebiegu działań i w decydujący sposób przyczyniła się do klęski zakonu krzyżackiego. W wyniku II pokoju toruńskiego w 1466 r. przywrócono władanie Polski nad Bałtykiem. Odzyskany odcinek wybrzeża nie był długi. Granica morska ciągnęła się od ujścia Łaby do połowy Mierzei Wiślanej, czyli wynosiła w linii prostej nie więcej niż 150-200 km. W stosunku do granic lądowych wynosiła ona ok. 5-6%. Był to jeden z powodów słabego zainteresowania władców, a także i ich rady a następnie sejmu, potrzebą jej zabezpieczenia. Ponadto sądzono, iż ataku z morza nie będzie, bo nieprzyjaciół na północy nie obawiano się.12

Kazimierz Jagiellończyk nie doceniając korzyści i znaczenia sprawowania władzy nad Bałtykiem, zrezygnował z aktywnej polityki morskiej nadając liczne przywileje Gdańskowi, które miały moc obowiązującą aż do roku 1793. Te przywileje zwane privilegia Casimiriana zlecały miastu troskę o bezpieczeństwo wybrzeża, a ponadto zapewniały pośrednictwo w wymianie międzynarodowej drogą morską. Równocześnie król oddał Gdańskowi część Mierzei Wiślanej aż po granicę z państwem krzyżackim oraz nadał kilka wsi wokół miasta. Sobie zastrzegł prawo wprowadzania ceł morskich oraz prawo zamykania i otwierania portu.13 W przyszłości, swoista interpretacja tego przywileju przez Gdańszczan, doprowadzała do ustawicznych konfliktów z władcami Polski.

Zygmunt Stary jako pierwszy król Polski docenił posiadanie własnej floty wojennej. On też po raz pierwszy w naszych dziejach wstawił zaniedbaną sprawę budowy floty do programu polityki państwowej. Utworzona flota królewska liczyła kilkanaście jednostek średniej wielkości i głównym jej celem było zwalczanie linii komunikacyjnych Moskwy, Krzyżaków i Duńczyków.14 Dla podkreślenia odrębności tej floty król sam wystawiał listy kaperskie, w których załogi okrętów kaperskich nazywał milites nostri maritimi („nasi żołnierze morscy").

Pierwsza wzmianka o królewskim „żołnierzu morskim" pochodzi z 1517 r., kiedy to kapitan Adrian Flint został zatrzymany przez Duńczyków w Wyborgu. Zygmunt zażądał wtedy nie tylko zwolnienia Flinta i jego 12 ludzi, ale również okrętu kapitana i zdobycznej jednostki wraz z towarem, stwierdzając, że Flint za jego pozwoleniem zagarnął Moskali na morzu.15

Działalność „żołnierzy morskich" Zygmunta Starego trwała tylko kilka lat. Po zakończeniu kolejnej wojny z zakonem krzyżackim i zawarciu rozejmu z Moskwą w 1522 r., niepotrzebną już flotę kaperską rozwiązano.16 Odtąd już do końca swego panowania król nie widział potrzeby wznowienia działalności morskiej, gdyż w jego planach flota nie odgrywała żadnej roli jako czynnik umacniający dostęp Polski do morza i zapewniający obronę granic morskich oraz zamorskiego handlu Rzeczypospolitej. Wymownym przejawem niedoceniania spraw morskich była też rezygnacja w roku 1526 z części Półwyspu Helskiego na rzecz Gdańska. Tym samym Rada Miejska Gdańska kontrolowała całe Wybrzeże polskie, bo dzierżawiła także od króla starostwo puckie. 17 Sytuacja ta powodowała, iż główna uwaga gdańszczan koncentrowała się na uprawianiu pośrednictwa i obronie monopolu ludności Gdańska dla jego uprawiania. 18

Jagiellonowie odzyskując Pomorze nie doceniali więc korzyści i znaczenia sprawowania faktycznego władania nad Bałtykiem, oddając je mieszczanom, ufając w ich dobrą wolę.

Opracowanie programu polskiego „dominium maris Baltici" zakładającego rozbudowę floty wojennej i sprawowaniu władzy zwierzchniej nad wybrzeżem i wodami terytorialnymi wiązane było z aktywną polityką Zygmunta Augusta na Bałtyku.19 Celem tej polityki było między innymi rozbudzenie świadomości morskiej szlachty. Władca ten, chcąc uniezależnić się w zmaganiach o Inflanty od Gdańska przeniósł 27 lutego 1567 r. bazę nowej floty kaperskiej do Pucka. Zwierzchnictwo nad flotą powierzył początkowo dwóm komisarzom, a potem staroście puckiemu Janowi Kostce. Fakt ten wpłynął na rozwój gospodarczy miasta. Odtąd miasto stało się arsenałem i twierdzą morską. 20 Rozpoczęto tu również w późniejszym okresie budowę okrętów wojennych.

Jan Kostka przygotował plan rozwoju floty królewskiej. W tym celu zamierzał rozbudować port w Pucku, aby być całkowicie niezależnym od Gdańska. Puck został więc wykupiony spod zastawu rady gdańskiej. Jednak na skutek interwencji Gdańska projekt upadł.21

Flota królewska zwana też flotą strażników morza liczyła początkowo ok. 10 jednostek, ale z czasem powiększyła się do ok. 30 okrętów, głównie galeonów i pinek, na których pełniło służbę ok. 1000 marynarzy. Spowodowało to konieczność utworzenia specjalnej instytucji, która kierowałaby całokształtem spaw morskich. 24 marca roku 1568 król powołał Komisję Morską, pierwszy w naszych dziejach organ administracji i gospodarki morskiej. Komisja spełniła również rolę pierwszej admiralicji.22 Była więc naczelnym organem państwowym do spraw morskich pierwowzorem ministerstwa żeglugi. Na siedzibę komisji wyznaczono dom królewski w Gdańsku. Jej przewodniczącym z woli króla, został Jan Kostka.23

W tym czasie flota królewska nadal bazowała w Pucku, który był siedzibą starostwa i głównym portem rybackim w Zatoce Gdańskiej. Przenosząc flotę do Pucka król Zygmunt August nakazał zarazem radzie gdańskiej przekazywanie do tego portu wszystkich nieprzyjacielskich statków zatrzymanych w Gdańsku. W związku z tym w latach 1565-1568 sprawami zdobytych statków zajmował się sąd w Pucku. Podyktowane to było również faktem, że komisarze morscy byli zbyt zajęci ogólnymi sprawami, a poza tym rada gdańska nie chciała, aby sądy morskie odbywały się w Gdańsku, gdyż powodowało to zatargi z krajami, do których należały zdobyczne statki. Z zachowanych ksiąg sądowych wynika, że w 1566 r. zdobyto co najmniej 15 statków holenderskich, duńskich, angielskich i hamburskich, a także kaprów szwedzkich. Natomiast w roku 1568 flota polska zdobyła ponad 20 statków, mimo iż w większości płynęły one w konwojach, aby w ten sposób móc skuteczniej bronić się przed atakami polskich okrętów.24

Chociaż bazą floty pozostawał Puck, to okręty królewskie zachowały prawo korzystania z portu gdańskiego w wyjątkowych wypadkach. Między innymi wobec przeważających sił wroga chroniły się pod osłoną armat latarni. Co prawda port pucki obwarowano i ustawiono armaty, ale był on portem otwartym, a zatem znacznie trudniejszym do obrony. Płytkie wody zatoki, zamarzające zimą, oraz konieczność ciągłego lawirowania wśród licznych mielizn Zatoki Puckiej były dodatkowym utrudnieniem.

W połowie czerwca 1568 r. silna burza zmusiła królewską flotę kaperską pod dowództwem Mateusza Scharpinga do schronienia się w Gdańsku. Szukając pożywienia kaprzy dokonali kradzieży drobiu i chociaż 11 winnych zostało uwięzionych przez dowódcę floty w celu ukarania ich przez Komisję Morską, to burmistrz gdański Ferber nakazał zabranie ich siłą z okrętów i skazanie na śmierć przez ścięcie. W następstwie tego drastycznego pogwałcenia królewskiego prawa zwierzchniego nad kaprami, a także ostrzelania ogniem armatnim z lądu okrętów kaperskich oraz niewypuszczenia do Gdańska powołanej przez Zygmunta Augusta komisji pod przewodnictwem biskupa Stanisława Karnkowskiego, burmistrz został ogłoszony winnym obrazy majestatu i wezwany przed sąd królewski na sejm do Lublina.25

Epilogiem rozpatrywania na sejmie lubelskim konfliktu z Gdańskiem był wyrok, jaki zapadł 12 sierpnia 1568 r. na przedstawicieli jego władz. Wtedy też padły z poselskich ust wojewodów Piotra Zborowskiego i Jana Sierakowskiego słowa o konieczności posiadania armaty na morzu żeby się mogła dać obrona zawdy prędka.26 Natomiast na sejmie warszawskim latem 1570 r. zostały zatwierdzone słynne później Statuty Karnkowskiego, które w 67 artykułach obejmowały całokształt zwierzchnich praw króla i Rzeczypospolitej w Gdańsku, a również prawo otwierania i zamykania żeglugi oraz panowanie nad przyległym morzem, czyli dominium maris.

Tak korzystne dla sprawy polskiego „dominium maris Baltici" statuty biskupa kujawsko-pomorskiego, stanowiące swoisty program morski nie na jedno pokolenie i nie na jeden wiek wskutek pobłażliwości Zygmunta Augusta szybko stały się martwą literą. 27

Po przyjęciu Statutów Karnkowskiego w polityce królewskiej ważnym kierunkiem działania stało się opracowanie przepisów prawnych dla floty. Otóż do czasu powołania Komisji Morskiej działalność polskiej floty kaperskiej, oparta na zasadach kaperskich28 z wykorzystaniem małych statków handlowych dostosowanych do działań wojennych, była nie skoordynowana. Członkowie załóg statków, zwani strażnikami morza, dopuszczali się często nadużyć i awanturnictwa. Na ich działalność skarżyły się także państwa neutralne. Zatem powołanie Komisji Morskiej miało na celu koordynowanie działalności strażników morza oraz utrzymanie wśród nich należytej dyscypliny, aby nie uwłaczały swoim zachowaniem majestatowi królewskiemu ani symbolom, pod którymi pływały.29

Tak więc Komisja Morska stanowiła nie tylko władzę zwierzchnią wobec strażników morza, wyprawiając ich na morze z określonymi zadaniami, lecz także sprawowała nad nimi sądownictwo wojskowe i dbała o dyscyplinę oraz karność, co wyrażało się między innymi w opracowaniu i wydaniu w Warszawie 16 lipca 1571 r. artykułów morskich,30 które były odpowiednikiem artykułów hetmańskich, stanowiących regulamin dla wojsk lądowych.

Artykuły morskie, zwane Ordynacją były pierwszym regulaminem polskiej floty wojennej. Zawierały 28 rozdziałów oraz rotę przysięgi i określały szczegółowo zasady działania przy spotkaniu z nieprzyjacielem na morzu i w porcie, zadania kapitanatów i obowiązki załogi, dyscyplinę i kary na okręcie oraz zasady podziału zdobyczy, a także stosunek strażników morskich do komisarzy i urzędników królewskich.

We wstępie do artykułów wyraźnie określono też, kogo one obowiązują, i stwierdzono, że każde naruszenie regulaminów królewskich, niezależnie od funkcji, stopnia czy też tytułu osoby, która by się tego dopuściła będzie surowo karane. Kary były zaś bardzo wymyślne i niekiedy zbyt srogie w stosunku do przewinienia. Uważano jednak wtedy, iż jest to jedyny sposób, aby poskromić tych skłonnych do bijatyk i rozboju ludzi.

Artykuł I dotyczył spraw organizacyjnych, a mianowicie nakazywał każdemu posiadaczowi listu kaperskiego stawić się osobiście przed Komisją Morską i złożyć przysięgę wierności królowi zgodnie ze słowami roty, przysięgę posłuszeństwa wobec komisarzy królewskich oraz zapewnienie wykonywania wszystkich postanowień listu, instrukcji oraz pozostałych artykułów. Artykuł ten zobowiązywał też kapitanów do bezwzględnego wykonywania komend i poleceń naznaczonego przez Komisję Morską admirała flotylli.

Kolejne artykuły, a więc: II, III i IV określały jednoznacznie zachowanie się całej załogi podczas akcji bitewnej. W każdej sytuacji zobowiązywano marynarzy oraz żołnierzy piechoty morskiej okrętowanej na czas bitwy do bezwzględnego posłuszeństwa rozkazom ich przełożonych i dzielnej, nieustraszonej postawy w obliczu wroga. Każde uchybienie treści tego postanowienia miało być karane śmiercią przez powieszenie na rei bądź rozstrzelanie.

Artykuł IV precyzował karę za dezercję połączoną często z przejściem na stronę wroga. Winnego tego rodzaju przestępstwa miano utopić lub pozostawić na bezludnej wyspie.

Artykuły od V do XIII bardzo szczegółowo omawiały prawidła codziennego życia okrętowego, na które składało się: pełnienie wacht, służb i wart, a zarazem stanowiły rejestr kar, jakie groziły tym, którzy te prawidła naruszali. Za przeklinanie, obelgi i znieważanie współczłonków załogi, za marnotrawienie jadła i wody lub ich kradzież, zależnie od przewinienia, groził cały wachlarz kar, od utraty żołdu, chłosty, przywiązania do masztu, rzucania z dużej wysokości do wody, aż do kary trzykrotnego przeciągania pod stępką. Ta ostania prawie zawsze równała się śmierci. Polegała ona na tym, że przywiązywano skazanego za dłonie i nogi do liny przeciągniętej pod dnem okrętu, od burty do burty. Marynarze stojący po obu burtach trzykrotnie przeciągali linę wraz z uwiązanym do niej człowiekiem. Każde samowolne opuszczenie okrętu, zwłaszcza gdy zmuszony był on wyjść w tym czasie w morze, było karane utratą żołdu, chłostą, a nawet śmiercią. Udział w buncie lub spisku był bezwzględnie karany śmiercią. Często winowajcę wyrzucano za burtę. Wobec powszechnej nieumiejętności pływania wśród braci żeglarskiej było to równoznaczne z wyrokiem śmierci.

Artykuły XIV – XVI dotyczyły pełnienia służby wachtowej i służby wartowniczej. Wielką wagę przywiązywano do tej sprawy, toteż stawienie się do pełnienia służby w stanie nietrzeźwym karane było chłostą. Podobną karę wymierzano także za niedbałe pełnienie wachty, zwłaszcza za spanie na wachcie.

Kolejny artykuł zobowiązywał wszystkich członków załogi do bezwzględnego podporządkowania się rozkazom kapitana, a także do przyjęcia wymierzonych kar.

Artykuły XVIII – XX dotyczyły udziału marynarzy w bezpośredniej walce wręcz, postępowania ze zdobyczami i jeńcami. I tak np. po zajęciu statku nie wolno było marynarzom samodzielnie dokonywać podziału łupów, lecz nietknięty statek wraz z ładunkiem, z jego załogą oraz ewentualnymi skarbami musiał być oddany w całości Komisji Morskiej dla podjęcia ostatecznej decyzji i wydania wyroku. Komisja Morska decydowała też o losach jeńców. Tylko sprawy osób znamienitych: posłów, kupców, przedstawicieli armatorów czy też arystokratów, rozstrzygał osobiście król.

Artykuł XXI brał pod uwagę ewentualność niedotarcia okrętu strażniczego wraz ze zdobycznym pryzem, do portu macierzystego. Sztorm, awaria lub inne przyczyny mogły spowodować zawinięcie okrętu królewskiego do przypadkowego portu schronienia. Wówczas kapitan zobowiązany był zwrócić się do miejscowych władz i wspólnie z nimi sporządzić dokładny inwentarz zdobyczy, przesłać do Komisji Morskiej i dopiero po uzyskaniu jej zgody dokonać podziału łupów według obowiązujących zasad. Dokumenty o charakterze poufnym, w stanie nienaruszonym należało dostarczyć Komisji Morskiej. Inaczej było w przypadku, gdy w grę wchodziły plany działań wojennych. Wówczas kapitan miał prawo zapoznać się z ich treścią, aby uprzedzić ewentualny manewr przeciwnika.

Autorytet kapitana okrętu strażniczego wspierały kolejne artykuły: XXII – XXV, uprawniające dowódcę do bardzo surowego karania każdego przejawu nieposłuszeństwa. Kapitan przyjmował nowo zaciągających się do służby, on też był władny w każdej chwili zwolnić marynarza, jeżeli uznał, że ów źle wywiązuje się ze swoich obowiązków. Każda próba zamachu na kapitana, kwatermistrza lub bezpośredniego przełożonego w czasie trwania żeglugi, głosił artykuł XXIV, miały być bezwzględnie ukarane śmiercią. Artykuł XXV zobowiązywał wszystkich członków załogi do zachowania w tajemnicy wszystkich spraw, które wiązały się ze służbą, głównie z planowanymi i wykonywanymi działaniami o charakterze wojennym.

Wreszcie trzy ostatnie artykuły: XXVI – XXVIII dotyczyły osoby profosa, który w imieniu Komisji Morskiej odbierał przysięgę na wierność i bezwzględne posłuszeństwo od marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, i który, zgodnie z tradycją wraz z kapitanem w każdy poniedziałek, gdy okręt znajdował się w porcie, uczestniczył w sądzie marynarskim.31

Przytoczone postanowienia artykułów morskich stanowiły szczegółowe i przemyślane ustawy regulujące służbę na okrętach floty królewskiej. Był to jeden z najwcześniejszych na świecie regulaminów marynarki wojennej, ujmujący tak wszechstronnie i dokładnie zasady służby we flocie wojennej.

Zygmunt August starał się więc od początku tworzenia polskich sił zbrojnych na morzu nadać im cechy regularności, upatrując w tym gwarancji skutecznego działania. Był też pierwszym polskim królem, który zrozumiał potrzebę prowadzenia aktywnej polityki morskiej.32

Zygmunt August zdając sobie sprawę ze słabości floty utworzonej systemem kaperskim dążył do budowy regularnej floty wojennej. W tym celu zwołany na 6 stycznia 1572 r. do Warszawy sejm miał zająć się sprawami polityki morskiej i floty. Rozważano wniosek króla „ostatecznej", czyli stałej, a nie tylko na czas wojny flocie. Jednak okoliczności dla rozwoju floty i jej ostatecznego przekształcenia w regularną stałą marynarkę układały się coraz mniej pomyślnie. Wprawdzie budowę okrętów rozpoczęto w Elblągu, ale gdańszczanie w imię swoich, ciasno pojętych interesów zniszczyli niewykończony jeszcze okręt, królewską galeonę „ Smok", symbol i zaczątek polskiej floty wojennej.33

Śmierć króla Zygmunta Augusta 7 lipca 1572 r., twórcy i naczelnego admirała polskiej floty wojennej położyła kres aktywnej realizacji polskiej polityki morskiej. W ciągu jego długiego panowania Polska stała się europejskim mocarstwem, dysponującym wybrzeżem morskim o długości 1500 km i silną flotą wojenną, która operowała we wszystkich rejonach Morza Bałtyckiego, od cieśnin duńskich po Zatokę Fińską. W tym czasie Puck był jedynym portem wojennym Rzeczypospolitej, który pomimo niedogodnych warunków nawigacyjnych i wczesnego zamarzania odegrał ważną rolę jako baza floty królewskiej. Stąd polskie okręty wyprawiały się na tzw. chadzki wodne, czyli wypady na nieprzyjacielskie statki. Ponadto dzięki flocie królewskiej aż do połowy XVII wieku datował się bujny rozwój organizmu miejskiego.

Podkreślenia wymagają słowa wielkiego króla, wypowiedziane niejako w testamencie, bo przed śmiercią, że ... stateczną armatę należy na morzu swoim chować.34

Po śmierci Zygmunta Augusta, w okresie zamieszania związanego z bezkrólewiem i tarciami wokół kandydatury do tronu, flota znalazła się w trudnych warunkach. Nadal funkcjonowała, głównie w Pucku, gdzie przewodził strażnikom morskim pułkownik wojsk broniących wybrzeża, starosta pucki Ernest Wejher. Jednak doznawała ona coraz dotkliwszych ciosów ze strony floty duńskiej i szwedzkiej oraz moskiewskiej działającej z Narwy.35

Pomimo niekorzystnej sytuacji rolę rzecznika interesów polskich na Bałtyku wzięło na siebie wielu światłych i rozumiejących potrzebę posiadania przez Polskę floty wojennej doradców zmarłego króla. Należeli do nich m. in. przewodniczący Komisji Morskiej Jan Kostka, biskup kujawski Stanisław Karnkowski i sekretarz królewski Jan Dymitr Solikowski.36

Karnkowski w dziele pt. De iure provinciale terrarum, maiorumque civitatum Prussiane (O prawach prowincji i większych miast pruskich), wydanym w Krakowie w 1574 r., a napisanym dla nowego władcy Henryka Walezego, przedstawił w nim poglądy na politykę bałtycką Polski i „dominium maris Baltici". Autor pragnął nakłonić króla do pieczołowitego zajęcia się sprawą floty i handlu morskiego, podkreślając: gdy morzem władać będziemy, wówczas i o sprawiedliwość, pokój i obronę brzegów, portów i prowincji, którymi najważniejsze narody stoją i do góry się podnoszą, łacniej postarać się będziem mogli.37

Słowa te będące swoistym podsumowaniem wielomiesięcznych dyskusji i równocześnie jednym z przejawów żywotności idei bałtyckiej, dobitnie podkreślały, że tylko dostęp do morza jest podstawą dorobku ekonomicznego, a zatem i niezależności politycznej państwa. Biskup pragnął ponadto uzmysłowić społeczeństwu polskiemu korzyści płynące z „uprawy" morza, a punktem wyjścia było stwierdzenie, że panowanie na morzu zasadza się na władaniu bezpośrednim i na władaniu użytecznym. Pierwsze obejmowało trzy problemy: organizowanie żeglugi w zależności od okoliczności, a w tym podczas wojny i pokoju, otwieranie nieznanych szlaków żeglugowych i zamykanie niekorzystnych szlaków dla króla oraz prowincji. W ostatnim przypadku chodziło o żeglugę narewską, godzącą w interesy państwa. Ponadto władanie bezpośrednie miało obejmować zagospodarowanie i umocnienie wybrzeży i portów przez budowę fortyfikacji, nakładanie ceł morskich i wreszcie organizowanie wypraw morskich. Królowi przysługiwało również sprawowanie sądownictwa wyższego i niższego nad wszystkimi ludźmi morza.

Z kolei zakres władania użytecznego obejmował rybołówstwo morskie, pozyskiwanie bursztynu i soli oraz innych bogactw morza, a także przejmowania towarów z rozbitych statków.38

Natomiast Solikowski sprawy polskiego morza i floty wojennej propagował w swych mowach i pismach.39 Szczególnie najcelniejsze uwagi dotyczące problematyki morskiej zawarł on w Rozmowie kruszwickiej,40 napisanej najprawdopodobniej w lutym 1573 r. Opowiadał się w niej za elekcją Henryka Walezego, gdyż jego zdaniem tylko on mógł zagwarantować wzmocnienie potencjału morskiego, a głównie podniesienie rangi Gdańska jako portu Rzeczypospolitej i budowę floty wojennej. Solikowski doceniał znaczenie posiadania floty i portów oraz prowadzenia wojennej polityki morskiej, gdyż ich brak mógł doprowadzić z czasem do zależności gospodarczej od innych krajów, a ponadto groził przekształceniu Polski w surowcowy, niesamodzielny dodatek do państw, które opanowały żeglugę międzynarodową.41

Dawny sekretarz Zygmunta Augusta na znaczenie kwestii morskiej w walce poprzedzającej elekcję zwrócił po raz pierwszy uwagę w Zdaniu względem wyboru króla, powstałym latem 1572 r., a więc tuż po śmierci Zygmunta Augusta.42

Elekcja Henryka Walezego na króla stwarzała początkowo nadzieje na pomoc Francji w zabezpieczeniu „dominium maris Baltici". W Pacta conventa Walezy zobowiązywał się poza zapewnieniem udogodnień dla polskich kupców w portach francuskich do wystawiania i własnym sumptem utrzymywać potrzebną i wystarczającą flotę do obrony portu i panowania na morzu, przyległym do królestwa i jego prowincji, jak daleko się tylko rozciąga cały ten krąg polskich dzierżaw.43 Jednak wobec nagłego wyjazdu Walezego do Francji planów tych nie zrealizowano.

Kolejny król Stefan Batory zajęty od początku działaniami zbrojnymi na wschodzie nie przywiązywał zbyt dużej wagi do uprawiania aktywnej polityki morskiej. Wprawdzie zmusił buntujący się Gdańsk do uznania jego zwierzchnictwa w 1577 r., wykorzystując do tego celu flotę kaperską 9 okrętów bazującą w Pucku i dowodzoną przez Ernesta Wejhera, ale później traktatem z 26 lutego 1585 r. uchylił konstytucję Karnkowskiego, która stanowiła gwarancję panowania polskiego na wybrzeżu i morzu. Ponadto zrzekł się do zasięgania opinii Gdańska przed podjęciem decyzji w kwestiach morskich.44 Oznaczało to koniec wielkich aspiracji morskich Rzeczypospolitej.

W drugiej połowie XVI wieku, kiedy to Polska gwałtownie zetknęła się z problemami morza, pojawiło się w polskim piśmiennictwie wojskowym dzieło o charakterze wyjątkowym, które różni się na korzyść od wszystkich ówczesnych polskich traktatów wojskowych stroną ilustracyjną, tj. planami bitew, schematami szyków bojowych i rysunkami sprzętu wojskowego. Była to pierwsza praca wojskowa tak bogato ilustrowana, przewyższająca pod względem technicznym opisów pozostałe polskie traktaty wojskowe XVI wieku. Dziełem tym były Księgi hetmańskie Stanisława Sarnickiego.45

Autor tego niezwykłego dzieła nie był wojskowym, lecz duchownym protestanckim. Urodził się około roku 1532 w Mokrem Lipiu w ziemi chełmińskiej. Studiował na uniwersytecie w Królewcu, zajmował się badaniami historycznymi i geografią. Wiele też podróżował, także morzem. Stąd dobrze znał obce kraje, a ponadto czytał rozprawy zagranicznych autorów.

W latach 1577-1578 powstało dzieło Księgi hetmańskie, ale jego największym dziełem historycznym były „Roczniki", wydane drukiem w Krakowie w roku 1587, w których autor opisał dzieje Polski od czasów najdawniejszych aż do panowania Stefana Batorego.

Interesujące nas dzieło Stanisława Sarnickiego Księgi hetmańskie składa się z 10 ksiąg, które dzielą się na rozdziały i podrozdziały. Zachowało się ono do naszych czasów w sześciu rękopisach. W tym obszernym dziele o sztuce wojennej zawarł wiedzę o ćwiczeniach żołnierzy i działaniu wojska podczas wojny, opierając się na doświadczeniach polskich i obcych. Natomiast przedostatnia, IX księga dzieła Sarnickiego zawiera wiadomości nie spotykane w innych polskich pracach wojskowych XVI wieku, poświęcona bowiem została zagadnieniom morskiej sztuki wojennej. Tytuł zaś jej brzmi Dziewiąte księgi o zwyczaju morskiej bitwy. Napisana ona została na podstawie księgi XI traktatu Walturiusza poświęconej bitwom morskim i budowie okrętów oraz księgi IV Wegecjusza. Wstępna jej część zawiera opis różnych typów okrętów oraz materiałów używanych do ich budowy. W warunkach polskich, jego zdaniem, najlepszym drzewem był dąb, król wszystkich drzew. Natomiast do jego zbijania proponował używanie gwoździ miedzianych, a nie żelaznych. Z kolei w rozważaniach O czasiech nawigacyjej, o znakach, o wiatrach, o zegarze okrętowem, natura morza pełno jest szczegółów i ciekawostek, gdyż w tej materii jego wiedza nie mogła być zbyt duża.46 Ponadto Sarnicki przytoczył przykład bitwy morskiej, opisując oraz przedstawiając graficznie na planie bitwę stoczoną w roku 1571 przez flotę Ligi panów chrześcijańskich pod dowództwem Don Juana d'Austria z flotą turecką Alipaszy pod Lepanto, w Zatoce Korynckiej, chociaż błędnie ją umiejscowił w Zatoce Ambracyjskiej, gdzie w starożytności stoczona została bitwa morska pod Akcjum. 47

Sarnicki wzywał też do utworzenia „Szkoły morskey woyny", która miała przygotować oficerów głównie do „kunsztów fraybierskich", tj. do działań na morzu. Uważał, że szkoła taka mogła być urządzona nad Wisłą w okolicach Krakowa, gdyż pozwoliłoby to na sprawowanie nad nią patronatu przez dwór królewski.48 Podkreślał, że także oficerowie wojsk lądowych powinni być przygotowani do udziału w obronie wybrzeża.

„Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego były pierwszym dziełem w polskim piśmiennictwie wojskowym końca XVI wieku, które przedstawiało całokształt problematyki działań na morzu.49

Po śmierci Króla Stefana Batorego ponownie nawiązano do idei bałtyckiej. Było to związane z elekcją Zygmunta III Wazy na tron polski. Elektorzy oczekiwali od niego prowadzenia aktywnej polityki morskiej, ale naturalnie bez nadzwyczajnych obciążeń szlachty. Wyrazicielem tych tendencji był m. in. Stanisław Gostomski, który w napisanej w 1587 r. broszurze pt. Racje pro electione Zygmunta, królewicza szwedzkiego, militantes in anno 1587 uważał, iż wyniesienie Wazy na tron polski pozwoli na płaszczyźnie współpracy politycznej i gospodarczej ze Szwecją, wskrzesić flotę oraz tą drogą uwolnić polski handel morski od ciężarów duńskiego cła.50

Wybór w roku 1587 Zygmunta III Wazy na króla Polski tych oczekiwań nie spełnił. Będąc z pochodzenia Szwedem, marzył o koronie swego rodzinnego kraju. Po wymuszonej przez stryja Karola IX detronizacji Zygmunta III z tronu szwedzkiego w 1598 r., z którą ten się do końca życia nie pogodził, stało się to pretekstem do rozpoczęcia przez królów szwedzkich długoletnich wojen z Polską. Najważniejszą przyczyną walki o „dominium maris Baltici" było jednak dążenie Szwecji do opanowania całego basenu Morza Bałtyckiego. Pozostanie jednakże bezspornym faktem, że Zygmunt III i jego dwaj synowie Władysłwa IV i Jan Kazimierz przez 60 lat z małymi przerwami musieli walczyć ze Szwecją o polski stan posiadania nad Bałtykiem.

Początki morskiej myśli wojskowej w Polsce sięgają drugiej połowy XV wieku, ale rozwój zainteresowania problematyką morską nastąpił w XVI wieku, do czego przyczyniło się realizowanie idei „dominium maris Baltici". Twórca tej koncepcji Zygmunt August spowodował jej szeroki rozwój, obejmujący kilka kompleksów zagadnień. Należały do nich zabiegi związane z ochroną własnych portów i sprawowanie władzy zwierzchniej nad całą południowo-wschodnią częścią Bałtyku, co doprowadziło do utworzenia Komisji Morskiej i rozbudowy floty wojennej.

Ten ambitny i wszechstronny program bałtycki nie znalazł, niestety, należytego zrozumienia wśród szlachty. Był on w znacznej mierze dziełem samego króla i jego otoczenia, a głównie Jana Kostki, Stanisława Karnkowskiego, Jana Dymitra Solikowskiego, Jana Zamoyskiego i Ernesta Wejhera.

Po śmierci Zygmunta Augusta podczas wszystkich trzech kolejnych elekcji zagadnienia morskie wysuwano na plan pierwszy, a pacta conventa nakładały na królów tradycyjny od czasów Henryka Walezego obowiązek wystawienia i utrzymania floty wojennej, gdyż ogół zrozumiał, że nie dość jest odzyskać dostęp do morza, lecz że należy umieć ten dostęp wyzyskać w postaci wykorzystania Bałtyku, jako arterii komunikacyjnej, a przy tem wykorzystaniu należy mieć zbrojną służbę na morzu. 51

Natomiast morska teoretyczna myśl wojskowa w Polsce do końca XVI wieku nie wyszła poza stadium początkowe, gdyż poza Księgami hetmańskimi Stanisława Sarnickiego nigdzie nie poruszono problematyki wojny na morzu. Było to wynikiem specyfiki zagrożenia zewnętrznego, w którym aspekt morski odgrywał niewielką rolę. 52 Dopiero następne stulecie stało się okresem żywiołowego jej rozwoju.


Przypisy:

Zdaniem J. Widajewicza, to Mieszko I i Bolesław Chrobry byli twórcami polskiej polityki bałtyckiej i morskiej. Zob. J. Widajewicz, Słowianie zachodni na Bałtyku , Toruń 1934, s. 26-36.
Zob. E. Kosiarz, Wojny na Bałtyku X-XIX w: Gdańsk 1978, s. 35-40; G. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej, t. 2, Poznań 1964, s. 125-131.
E. Koczorowski, Pierwsze związki Polski z Bałtykiem, „Przegląd Morski", 1982 nr 7-8, s. 98-99;
W. Dzwonkowski, Wojsko i wojna u Słowian w pierwszym 1000-leciu po Chrystusie, „Bellona", 1945 nr 6, s. 238.
M. Prosnak, Flota polska w dobie pierwszych Piastów w świetle zachodnich źródeł, „Nautologia", 1991 nr 3-4, s. 40.
Zajęcie przez Krzyżaków w 1309 r. Pomorza Gdańskiego nie zahamowało jednak aktywności gospodarczej książąt pomorskich, uzyskujących znaczne korzyści z portów morskich. Zob. W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, „Przegląd Morski", 1986 nr 7-8, s. 120.
Na temat wojny trzynastoletniej istnieje obszerna literatura, a m. in.: J. Wimmer, M. Krwawicz, Wojna trzynastoletnia (1454-1466), Warszawa 1957; M. Biskup, Wojna trzynastoletnia i powrót Polski nad Bałtyk w XV wieku, Kraków 1990; tenże, Stosunek Gdańska do Kazimierza Jagiellończyka w okresie wojny trzynastoletniej, Toruń 1952; tenże, Gdańska flota kaperska w okresie wojny trzynastoletniej, Gdańsk 1953; tenże, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Gdańsk 1993; M., Bielski, W. Rezmer, Bitwy na Pomorzu 1109-1995, Gdańsk 1993. Działania morskie przedstawił W. Hubert, Wojny bałtyckie, Warszawa 1939, ale ostatnio opracował je gruntownie J.W. Dyskant, Zatoka Świeża 1463, Warszawa 1987.
Do działań bojowych przystosowywano statki handlowe, które po niezbędnej przebudowie i przezbrojeniu stawały się okrętami wojennymi. Ich kapitanowie otrzymywali od władców lub rad miejskich specjalne upoważnienia do prowadzenia działań na morzu, zwane listami kaperskimi. Zob. W. Zarzycki, Kaprowie
i piraci polscy, Warszawa 1997. Problemy techniczne ówczesnych jednostek wojennych przedstawiono w pracy Polska technika wojskowa do 1500 roku, pod red. A. Nadolskiego, Warszawa 1994, s. 362-377.
M. Biskup, Gdańska flota kaperska w czasie wojny trzynastoletniej 1454-1466, Gdańsk 1953, s. 21; M. Pelczar, Rozwój i stan badań historycznych nad dziejami polskiej floty morskiej okresu do końca XIX wieku, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1966 nr 3, s. 24.
W liście zamieszczano imię władcy lub wystawiającej go rady miejskiej, nazwisko i imię kapitana, zezwolenie na zwalczanie statków przeciwnika lub innych płynących do jego portów oraz wykaz państw i miast neutralnych, których statki należało oszczędzać, jeżeli nie płynęły do portów przeciwnika. List zawierał także prośbę o pomoc w zaopatrzeniu danego kapitana w żywność i inne niezbędne środki oraz zapewnienie mu swobody żeglugi na wodach lub w portach państw przyjacielskich.
J.W. Dyskant, op. cit., s. 137-168.
M. Krwawicz, Działania polskiej floty wojennej podczas wojny o odzyskanie Pomorza w latach 1454-1466, „Myśl Wojskowa", 1956 nr 1, s. 85.
W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej, w: Polityka morska państwa w 40-leciu PRL, Gdańsk 1986, s. 2.
E. Koczorowski, Gdy systemem kaperskim floty wystawiano, „Przegląd Morski", 1982 nr 9, s. 62.
T. Górski, Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989, s. 104-105.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 43.
S. Bodniak, Żołnierze morscy Zygmunta Augusta (1517-1522), „Nautologia", 1970 nr 1-2, s. 42-43.
W. Odyniec, Starostwo puckie 1546-1678, Gdańsk 1961, s. 53.
T. Ocioszyński, Rozwój żeglugi i myśli morskiej, Gdynia 1968, s. 284.
K. Lepszy, Zarys dziejów polskiej marynarki, Kraków 1947, s. 9-11; W. Odyniec, Sprawy morskie I Rzeczypospolitej..., s. 1-16; tenże, Polskie dominium maris Baltici, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Zob. K. M. Kowalski, Puck jako twierdza morska i siedziba arsenału w XVI i XVII w., w: Związki Pucka z morzem i Marynarką Wojenną, Puck 1998, s. 51-68.
J. Wójcik, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 150.
W. Odyniec, 400-lecie powołania Komisji Morskiej, „Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej", 1968 nr 4, s. 41-46; E. Koczorowski, Pierwsza Komisja Morska i jej wpływ na rozwój polskiej floty wojennej w XVI w., „Przegląd Morski", 1968 nr 6, s. 43-54.
Zob. W. Aleksandrowicz, Jan Kostka senator wielkiej sławy i rozumu praeses primarius commissarius Komisji Morskiej, „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 53-58.
J. Wójcik, op. cit., s. 163.
J. Pertek, Polacy na morzach i ocenach, t. 1, Poznań 1981, s. 104-105.
S. Bodniak, Polska a Bałtyk..., s. 88; K. Lepszy, op. cit., s. 104.
K. Lepszy, op. cit., s. 106-107.
Polski system kaperski działał pod znakiem majestatu bandery królewskiej, która chroniła okręty floty przed podejrzeniami o piractwo.
Okręty floty strażniczej podnosiły dwie bandery: narodową i królewską. Bandera narodowa nawiązywała wzorem i barwą do chorągwi Korony Królestwa Polskiego, a zatem całego państwa.
Pierwsze artykuły morskie król ogłosił 31 maja 1566 r., ale ich treść pierwotna nie zachowała się.
Zob. S. Bodniak, Ordynacja dla kaperskiej floty polskiej z 1571 roku; Komunikat Instytutu Bałtyckiego nr 27, Gdynia 1935; J. Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, s. 155-159.
K. Górski, Polska w zlewisku Bałtyku, Gdańsk-Bydgoszcz-Szczecin 1947, s. 121.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947, s. 164; twierdzi, że galeona ocalała i nie została spalona przez flotę gdańską. Faktem było jednak, że do służby nie weszła.
W. Odyniec, op. cit., s. 46.
S. Bodniak, Sprawy „Straży morskiej" w bezkrólewiach i za Henryka Walezego (1572-1575), „Nautologia", 1968 nr 1-2, s. 102-106.
Zob. E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej XVI-XVII wiek, Gdańsk 1978, s. 220-268.
Z. Lepszy, Dominium maris Baltici, s. 204.
W. Odyniec, Pojęcia dominium maris Baltici u Stanisława Karnkowskiego, „Nautologia", 1981 nr 4, s. 50-53.
Jego zasługi dla spraw morskich obszernie opisał E. Kotarski, Kto ma państwo morskie... Problemy morza w opinii dawnej Polski, Gdańsk 1970, s. 39-54.
Zob. E. Kotarski, op. cit., s. 171-186.
J. Górski, Poglądy merkantylistyczne w polskiej myśli ekonomicznej XVI i XVIII wieku, Wrocław-Warszawa 1958, s. 65.
E. Kotarski, U progu marynistyki ..., s. 234-235.
K. Lepszy, Dzieje floty polskiej, s. 145.
S. Bodniak, Stefan Batory a Gdańsk, „Rocznik Gdański", R. VI, Gdańsk 1932, s. 131-134.
Zob. J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160; J. Sikorski, Polskie piśmiennictwo wojskowe od XV do XX wieku, Warszawa 1991, s. 104-114; tenże, Stanisław Sarnicki jako pisarz wojskowy, „Zeszyty Naukowe WAP" 1967, Seria historyczna nr 15, s. 56-62.
Do wiadomości morskich Sarnickiego krytycznie odniósł się Stanisław Bodniak, który próbując ustalić ich źródła zwrócił jednak uwagę na fakt, że słownik morski autora „Ksiąg hetmańskich" jest najbogatszy na przestrzeni XVI wieku. S. Bodniak, Sprawy morskie w „Księgach hetmańskich" Sarnickiego (1575-1577), „Rocznik Gdański", t. XII, Gdańsk 1939, s . 117-124.
Zob. O zwyczaju morskiej bitwy, pod red. J. Z. Lichańskiego, Gdańsk 1984, s. 54-80.
J. Wójcicki, op. cit., s. 159-160.
Szerzej J. Sikorski, „Księgi hetmańskie" Stanisława Sarnickiego na tle piśmiennictwa wojskowego w Polsce XVI wieku, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości" 1966, t. XII, s. 3-69.
E. Kotarski, U progu marynistyki polskiej..., op. cit., s. 143.
W. Hubert, Historia wojen morskich, Warszawa 1935, s. 256.
K. Olejnik, Rozwój polskiej myśli wojskowej do końca XVII w., Poznań 1976, s. 194

"Głos Polski" pos. Antoni Macierewicz (2008-06-20)

"Głos Polski" pos. Antoni Macierewicz (2008-06-20)Felietonsłuchajzapisz

Zelmer, czyli jak stracić 42 miliony

Zelmer, czyli jak stracić 42 miliony
Nasz Dziennik, 2008-06-18
Wysocy urzędnicy ministerstwa skarbu usłyszeli prokuratorskie zarzuty w związku z zaniżeniem ceny rzeszowskiego Zelmeru przy prywatyzacji tej spółki w 2005 roku. Doradzające przy prywatyzacji firmy BAA Polska i Dom Maklerski BZ WBK nie zostaną pozwane o zapłatę odszkodowania, ponieważ roszczenie Skarbu Państwa uległo przedawnieniu. Wątek śledztwa dotyczący domniemanego "ustawiania prywatyzacji" pod konkretnego nabywcę został miesiąc temu wyodrębniony do osobnego postępowania i - na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego - umorzony "z powodu braku znamion czynu zabronionego".

Dwóch byłych podsekretarzy stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Dariusz W. i Przemysław M. oraz dwóch innych pracowników tego ministerstwa Jacek G. i Janusz R. usłyszało zarzuty w śledztwie dotyczącym prywatyzacji rzeszowskiego Zelmeru. Prokuratura ustaliła, że przy prywatyzacji Zelmeru w styczniu 2005 r. przychody Skarbu Państwa ze sprzedaży zakładu zostały zaniżone o ponad 42 mln złotych. Rzecz miała miejsce w czasie rządów premiera Marka Belki i szefa resortu skarbu - Jacka Sochy. Urzędnicy ministerstwa skarbu dopuścili do rażącego zaniżenia wartości spółki oraz zaniżenia ceny emitowanych akcji, co potwierdzili biegli z Centrum Ekspertyz Gospodarczych w Poznaniu. Doradcami MSP przy tej prywatyzacji były firmy BAA Polska i Dom Maklerski BZ WBK. Niestety, żadna z nich może nie ponieść odpowiedzialności materialnej za straty Skarbu Państwa. Prokuratoria Generalna SP w dniu 1 lutego 2007 r. wydała opinię prawną, iż niezasadne byłoby wystąpienie o odszkodowanie do doradców prywatyzacyjnych z uwagi na to, że roszczenia odszkodowawcze z tego tytułu uległy przedawnieniu (upłynęły 2 lata od daty odbioru dzieła).

Zwrócą 42 miliony?
- Po ewentualnym wniesieniu aktu oskarżenia wobec podejrzanych możliwe stanie się rozważenie zastosowania art. 46 par. 1 kodeksu karnego - poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej Mariusz Kowal. Artykuł ten mówi, że w razie skazania za przestępstwo przeciwko mieniu lub obrotowi gospodarczemu sąd, na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej, orzeka obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody w całości albo w części. W takim wypadku nie stosuje się przepisów prawa cywilnego o przedawnieniu roszczeń.
Zelmer został sprzedany w ofercie publicznej poprzez zaoferowanie akcji na giełdzie za cenę 48 mln zł, a więc zaniżoną blisko o połowę. PEF V Zelmer Holdings, spółka z Luksemburga należąca do Enterprise Investors, nabyła za zgodą MSP 25 proc. akcji.
Podejrzanym - podsekretarzom i urzędnikom resortu skarbu - prokuratura zarzuciła wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach poprzez niedopełnienie obowiązku i nadużycie uprawnień związanych z piastowaną funkcją publiczną. Grozi za to od roku do 10 lat więzienia. Żaden z nich nie przyznaje się do winy. Wobec złożenia przez strony nowych wniosków dowodowych śledztwo, które miało zakończyć się w początkach czerwca, przedłużone zostało do 25 lipca tego roku.
- Prowadzone są dalsze przesłuchania i czynności dowodowe - poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej.
Najciekawszy aspekt sprawy pozostanie jednak poza dalszym zainteresowaniem prokuratury. 30 kwietnia br., więc już za rządu premiera Donalda Tuska, prokuratura wyłączyła do osobnego rozpoznania, a dwa tygodnie potem - umorzyła wątek działania funkcjonariuszy państwowych na szkodę interesu publicznego (art. 231 kodeksu karnego). Umorzeniem objęte zostało m.in. podane w zawiadomieniu zatajenie w prospekcie emisyjnym Zelmeru faktu istnienia podmiotu zagranicznego PEF V Zelmer Holdings z siedzibą w Luksemburgu, posługującego się nazwą Zelmer, oraz przeznaczenie zbyt małej liczby akcji dla inwestorów indywidualnych i jednocześnie ograniczenie dostępności akcji dla dużych inwestorów strategicznych poprzez ograniczenie do 10 dni czasu na składanie ofert zakupu akcji.
- Wybraliśmy ofertę Enterprise Investors, ponieważ uważaliśmy, że mając pakiet 25 proc. akcji, będzie dobrym inwestorem stabilizującym na okres 3 lat, zabezpieczającym Zelmer przed wrogim przejęciem - tłumaczył na łamach mediów Jacek Socha, były minister skarbu, po giełdowym debiucie Zelmeru. - To, co zrobiła grupa Enterprise Investors, próbując ogłosić wezwanie do kupienia dalszych 25 proc. akcji Zelmeru jeszcze przed publicznym debiutem, było zagraniem nie fair. Powtórnie bym im nie zaufał - zastrzegł Socha. Obecnie spółka jest właścicielem 48,58 proc. akcji Zelmer SA.
Wkrótce po prywatyzacji Zelmeru, w marcu 2005 r., w radzie nadzorczej Zelmer SA zasiadł Michał Boni, obecnie szef doradców premiera Tuska (był w niej do października 2007 r., tj. do ostatnich wyborów). Media informowały, że Boni był wcześniej doradcą Enterprice Investors.
- Śledztwo w sprawie tego wątku prywatyzacji umorzono wobec braku w czynie ustawowych znamion czynu zabronionego - poinformowała prokuratura. - Umorzenie było następstwem zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, w tym opinii biegłych z Centrum Ekspertyz Gospodarczych w Poznaniu.

Małgorzata Goss

Złożone relacje Wałęsy z SB

Złożone relacje Wałęsy z SB



Złożone relacje Wałęsy z SB
Nasz Dziennik, 2008-06-19
Z dr. Sławomirem Cenckiewiczem, historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej, współautorem książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", rozmawia Wojciech Wybranowski

Dlaczego z dr. Piotrem Gontarczykiem postanowili Panowie odsłonić pewne nieznane opinii publicznej fakty z przeszłości Lecha Wałęsy?
- Od wielu lat zajmuję się oporem społecznym i ruchem antykomunistycznym w Trójmieście. Już w 2003 r. dotarłem do doniesień TW ps. "Bolek", które pokrótce omówiłem m.in. w książce "Oczami bezpieki". Później, już po 2005 r., rozpocząłem pracę nad przygotowaniem tomu źródeł SB do dziejów oporu społecznego w Trójmieście lat 70., w którym również znajdą się dokumenty TW ps. "Bolek". Jednak w 2007 r. materiałów dotyczących Wałęsy było na tyle dużo, że postanowiłem przygotować odrębną publikację. Zaprosiłem do tego projektu Piotra Gontarczyka, który jest świetnym specjalistą od spraw związanych z archiwaliami i ewidencją operacyjną byłej SB. Uznaliśmy zatem, że z jednej strony sprawa jest interesująca z punktu widzenia historii, z drugiej natomiast - ze względu na publiczne indagowanie IPN w sprawie Wałęsy, powinna być ona w sposób rzetelny opisana naukowo. Książkę recenzowało trzech profesorów historii i socjolog. Poza tym czytało ją dwóch samodzielnych pracowników naukowych IPN. Prezes IPN Janusz Kurtyka podjął decyzję o wydaniu naszej pracy przez Instytut.

Zdawał Pan sobie sprawę z burzy, jaką wywoła ta publikacja?
- Historyk nie powinien się zastanawiać nad tym, czy będzie lubiany za podejmowanie trudnych problemów badawczych. Zadaniem IPN jest zajmować się sprawami, które należą do najtrudniejszych w dziejach Polski. A taką jest m.in. kwestia złożonych relacji Wałęsy z SB. Jesteśmy gotowi do każdej rzetelnej i merytorycznej dyskusji nad książką. Jeśli napisaliśmy nieprawdę lub źle zinterpretowaliśmy jakieś dokumenty, to należy w sposób precyzyjny i rzeczowy nam to udowodnić. Taka dyskusja jest zawsze przydatna.

Krytycy twierdzą, że Panów publikacja to "kwity na Wałęsę". Co w rzeczywistości zawiera? Jakiego typu dokumenty, analizy, informacje?
- Zasadniczym celem prawie 800-stronicowej książki było ukazanie historii relacji Lecha Wałęsy z SB i związanych z tym konsekwencji w okresie późniejszym. W latach 1970-1976 Lech Wałęsa rejestrowany był w ewidencji operacyjnej gdańskiej SB jako TW ps. "Bolek". Książka składa się z 18 rozdziałów, w których opisano dzieje sprawy TW ps. "Bolek" od roku 1970 aż do 2008. Podstawą źródłową książki są dokumenty przechowywane nie tylko w archiwach IPN, chociaż stanowią one najważniejszy zbiór wykorzystanych dokumentów, bowiem rzecz dotyczy komunistycznych służb specjalnych. Autorzy wykorzystali ponadto archiwalia Archiwum Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie, Archiwum Państwowego w Gdańsku, Prokuratury Rejonowej w Gdyni, Biura Obsługi Mieszkańców w Gdańsku Stogach, Zakładu Obsługi Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego - Dział Likwidowanych Jednostek Organizacyjnych w Gdańsku, oraz ze zbiorów prywatnych. Wszystkie dokumenty - zgodnie z kanonem nauki - zostały poddane stosownej analizie i niezbędnej weryfikacji.


Dziękuję za rozmowę

Thursday, June 19, 2008

Polish émigré 5 years since entering U.S., he gets into 7 Ivy Leagues

Polish émigré 5 years since entering U.S., he gets into 7 Ivy Leagues

Poland - making a difference



By Bob Considine
TODAYShow.com contributor

Polish émigré 5 years since entering U.S., he gets into 7 Ivy Leagues
Polish émigré couldn’t speak English; now he’s admitted to 17 top schools

By Bob Considine
TODAYShow.com contributor
updated 9:05 a.m. ET, Wed., June. 18, 2008
Lukasz Zbylut has taken “the old college try” to a whole new level.

The New York teenager, who emigrated from Poland only five years ago, applied to seven Ivy League schools — and was accepted by every one of them.

Now he’s thrilled to further his education at his “dream school” of choice — Harvard. What, Yale wasn’t good enough for him? How about Princeton?


--------------------------------------------------------------------------------

“I do feel sorry, and I feel awful for turning down such great institutions,” Zbylut told TODAY co-hosts Matt Lauer and Meredith Vieira. “But it’s Harvard.”

Among the other schools he declined were Columbia, Dartmouth, Penn, Cornell, Georgetown, Stanford and New York University.

There were 10 other prominent schools that also accepted the ever-smiling 18-year-old. But he knew he could only pick one.

“It’s a great feeling to have,” Zbylut added. “And it’s very exciting — and confusing, to an extent.”

A class act
Lukasz Zbylut (pronounced Loo-KASH Zbeh-LOOT) was in seventh grade when he came to the United States. At that point, he admits, he had only a limited grasp of the English language.

“It’s quite amazing that the first words you learn in any language are the curses,” Zbylut said with a laugh. “It’s ‘thank you’ and the curses. Someone should study that at some point. But I’ve come a long way since then.”

Zbylut said the transition to attending school in the U.S. was “easier than expected.”

“Schools in Poland are very rigorous, as you can imagine,” he said. “When taking my first exam, I was constantly turning to the girl next to me because in Poland, [testing] is very collaborative. Here, it’s the opposite.”

In addition to holding such high grades, Zbylut is co-captain of his school’s United Nations team; founder of its debate team; president of its mock-trial team and editor of the school newspaper. And, just for kicks, he plays soccer.

With such credentials, Lauer asked, why did Zbylut apply to so many schools when he knew he’d be accepted to so many of them?

“That isn’t really true, especially the last decade,” Zbylut explained. “[It’s] very competitive. We’re into the single digits when it comes to acceptance rates.

“I thought of myself as a great candidate, but I was never certain of getting into a single one college.”

Zbylut plans to study politics, law and philosophy at Harvard. But there was one school that actually did turn him down — the Massachusetts Institute of Technology.

Zbylut said he didn’t mind the snub.

“I really don’t regret it, because I would never be as passionate as a student they potentially could have given the spot to,” he said. “I’m hoping that the spot they gave would have been to someone who is very passionate about politics and everything.”

Wednesday, June 18, 2008

"Myśląc Ojczyzna"

"Myśląc Ojczyzna"
red. Stanisław Michalkiewicz (2008-06-18)
Felieton
słuchajzapisz

Monday, June 16, 2008

What Is Globalization? - Noam Chomsky

What Is Globalization? - Noam Chomsky

Naomi Klein en Argentina 25/04/08- Shocked in Death, Shocked in Life: More than a Taser Story

Naomi Klein en Argentina 25/04/08- Shocked in Death, Shocked in Life: More than a Taser Story
Naomi Klein en Argentina 25/04/08- Cap 1

Naomi Klein en Argentina 25/04/08- Cap 2


Naomi Klein en Argentina 25/04/08- Cap 3

Naomi Klein on the privatization of the state

Milton Friedman Debates Naomi Klein Part 2



Naomi Klein wychowała się w rodzinie silnie zaangażowanej społecznie i politycznie. Jej dziadek działał w ruchu związków zawodowych w wytwórni filmowej Disney. Jej ojciec, Michael Klein, był fizykiem zaangażowanym w protesty społeczne przeciwko wojnie wietnamskiej. Gdy Naomi Klein miała 6 lat, przeprowadził się wraz z rodziną do Kanady, kontynuując działalność społeczną. Jej matka, Bonnie Klein, jest znana głównie jako twórczyni filmu Not a Love Story, będącego krytyką zjawiska pornografii. Jej brat, Seth Klein jest działaczem określanej jako lewicowa organizacji Canadian Centre for Policy Alternatives.


Działalność [edytuj]
Kariera dziennikarska Naomi Klein rozpoczęła się od współpracy z gazetą studencką wydawaną na Uniwersytecie Toronto, The Varsity. Po masakrze w Montrealu, gdy szaleniec zabił 14 kobiet, jej poglądy zbliżyły się do feminizmu.

W 2000, po czteroletniej pracy, wydała No Logo, książkę, która jest uznawana za manifest lub wręcz biblię ruchów alterglobalistycznych i antyglobalistycznych. Klein opisuje w książce negatywny wpływ strategii marketingowych zorientowanych na markę wywierany na życie społeczeństw krajów rozwiniętych oraz działania korporacji w krajach biednych, przyczyniające się do ich dalszego zubożenia. Symbolem obu tych zjawisk stała się korporacja Nike.

W 2002 roku wydała książkę Fences and Windows, będącą zbiorem artykułów i wykładów na temat globalizacji, działań międzynarodowych korporacji i organizacji oraz sytuacji w krajach biednych. Jej artykuły ukazywały się lub ukazują na łamach takich czasopism jak The Nation, In These Times, The Globe and Mail, This Magazine oraz The Guardian. Porusza w nich sprawy omawiane w obu książkach, jak również odnosi się do bieżących wydarzeń, np. Wojny w Iraku.

W 2004 roku, wraz z mężem zrealizowała film dokumentalny The Take, pokazujący społeczność pozbawionych pracy robotników przemysłu samochodowego z Argentyny, którzy zajęli zamkniętą fabrykę, domagając się jej ponownego otwarcia i wznowienia produkcji.

Naomi Klein pracowała także jako adiunkt na London School of Economics, obecnie jest współpracownikiem The Nation Institute।
Shocked in Death, Shocked in Life: More than a Taser Story
By Naomi Klein - November 21st, 2007
The world saw a video last week of Royal Canadian Mounted Police officers using a Taser against a Polish man in the Vancouver International Airport in October. The man, Robert Dziekanski, died soon after the attack. In recent days, more details have come out about him. It turns out that the 40-year-old didn't just die after being shocked -- his life was marked by shock as well.Dziekanski was a young adult in 1989, when Poland began a grand experiment called "shock therapy" for the nation. The promise was that if the communist country accepted a series of brutal economic measures, the reward would be a "normal European country" like France or Germany. The pain would be short, the reward great.So Poland's government eliminated price controls overnight, slashed subsidies, privatized industries. But for young workers such as Dziekanski, "normal" never arrived. Today, roughly 40% of young Polish workers are unemployed. Dziekanski was among them. He had worked as a typesetter and a miner, but for the last few years, he had been unemployed and had had run-ins with the law.Like so many Poles of his generation, Dziekanski went looking for work in one of those "normal" countries that Poland was supposed to become but never did. Two million Poles have joined this mass exodus during the last three years alone. Dziekanski's cohorts have gone to work as bartenders in London, doormen in Dublin, plumbers in France. Last month, he chose to follow his mother to British Columbia, Canada, which is in a pre-Olympics construction boom. "After seven years of waiting, [Dziekanski] arrived to his utopia, Vancouver," said the Polish consul general, Maciej Krych. "Ten hours later, he was dead."Much of the outrage sparked by the video, which was made by another passenger at the airport, has focused on the controversial use of Tasers, already implicated in 17 deaths in Canada and many more in the United States. But what happened in Vancouver was about more than a weapon. It was also about an increasingly brutal side of the global economy -- about the reality that many victims of various forms of economic "shock therapy" face at our borders. Rapid economic transformations like Poland's have created enormous wealth -- in new investment opportunities; currency trading; in leaner, meaner companies able to comb the globe for the cheapest location to manufacture. But from Mexico to China to Poland, they also have created tens of millions of discarded people, the people who lose their jobs when factories close or lose their land when export zones open.Understandably, many of these people often choose to move: from countryside to city, from country to country. As Dziekanski appeared to be doing, they go in search of that elusive "normal." But there isn't enough normal to go around, or so we are told. And so, as migrants move, they are often met with other shocks, like a treacherous razor fence or a Taser gun. Canada, which used to be known around the world for its openness to refugees, is militarizing its borders, with lines between immigrant and terrorist blurring fast.Dziekanski's inhuman treatment at the hands of the Canadian police must be seen in this context. The police were called when Dziekanski, lost and disoriented, began shouting in Polish, at one point throwing a chair. Faced with a foreigner like Dziekanski, who spoke no English, why talk when you can shock? It strikes me that the same brutal, short-cut logic guided Poland's economic transition to capitalism: Why take the gradual route, which required debate and consent, when "shock therapy" promised an instant, if painful, cure?I realize that I am talking about very different kinds of shocks here, but they do interconnect in a cycle I call "the shock doctrine." First comes the shock of a national crisis, making countries desperate for any cure and willing to sacrifice democracy in the process. In Poland in 1989, that first shock was the sudden end of communism and the economic meltdown. Then comes the economic shock therapy, the undemocratic process pushed through in the window of crisis that jolts an economy into growth but blasts so many people out of the picture. Then, in far too many cases, there is the third shock, the one that disciplines and deals with the discarded people: the desperate, the migrants, those driven mad by the system.Each shock has the potential to kill, some more suddenly than others. Naomi Klein is the author of The Shock Doctrine: The Rise of Disaster Capitalism.
Email this page to a friend
*

Naomi Klein 1 NEOLIBERAL PROJECT AND GLOBAL CORRUPTION

Naomi Klein 1 NEOLIBERAL PROJECT AND GLOBAL CORRUPTION

Polska wobec wyzwań współczesności: prof. dr hab Jerzy Robert Nowak Prof. Wolniewicz

Polska wobec wyzwań współczesności: prof. dr hab Jerzy Robert Nowak Prof. Wolniewicz

Polska wobec wyzwań współczesności: prof. dr hab Jerzy Robert Nowak
(2008-06-15)
Aktualności dnia
słuchajzapisz



Polska wobec wyzwań współczesności: prof.dr hab. Bogusław Wolniewicz (czyt. dr Kawęcki)
(2008-06-15)
Aktualności dnia
słuchajzapisz



Polska wobec wyzwań współczesności: prof.dr hab. Andrzej Nowak
(2008-06-15)
Aktualności dnia
słuchajzapisz



Polska wobec wyzwań współczesności: prof. dr hab. Rafał Broda
(2008-06-15)
Aktualności dnia
słuchajzapisz

Thursday, June 5, 2008

"Myśląc Ojczyzna" prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

"Myśląc Ojczyzna" prof. dr hab. Piotr Jaroszyński
"Myśląc Ojczyzna"
prof. dr hab. Piotr Jaroszyński (2008-06-03)
Felieton
słuchajzapisz
Władysław Konopczyński, pseud. Dantyszek, Korzonek (ur. 26 listopada 1880 w Warszawie, zm. 12 lipca 1952 w Młyniku koło Ojcowa), historyk polski, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i Polskiej Akademii Umiejętności, współtwórca i pierwszy redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego.

Był synem Ignacego (inżyniera komunikacji, uczestnika powstania styczniowego) i Ludwiki z Obrąpalskich, bratankiem Emiliana (pedagoga, dyrektora IV Gimnazjum w Warszawie). Szwagrem Władysława Konopczyńskiego został prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Karol Lutostański.

Uczęszczał do Gimnazjum W. Górskiego i IV Gimnazjum w Warszawie (1891-1899), działając aktywnie w młodzieżowych kółkach politycznych i samokształceniowych. Studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim (1899-1904, kończąc studia ze stopniem kandydata nauk prawnych i politycznych na podstawie pracy Przyczynki do kwestyi powstania liberi veto) oraz historię na Uniwersytecie Lwowskim (1907-1908, 1908 doktorat pod kierunkiem Szymona Askenazego). Był nauczycielem historii w IV Gimnazjum w Warszawie, wykładał także w Towarzystwie Kursów Naukowych tamże. Na podstawie pracy Polska w dobie wojny siedmioletniej (przygotowanej pod kierunkiem Wacława Tokarza) habilitował się w 1911 na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W 1913 został docentem w Katedrze Historii Powszechnej Uniwersytetu Jagiellońskiego; lata 1914-1916 spędził w Szwecji. W 1917 mianowany profesorem nadzwyczajnym i kierownikiem Katedry Historii Polski Nowożytnej i Najnowszej, profesorem zwyczajnym został w 1921. W 1939 objął funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego, zachowując ją formalnie przez cały okres wojny. Znalazł się w gronie pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego, zatrzymanych w ramach Sonderaktion Krakau; był więziony w Krakowie, Wrocławiu i obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, gdzie organizował wykłady i dyskusje naukowe. Po zwolnieniu w lutym 1940 brał udział w tajnym nauczaniu, wykładając historię nowożytną na Tajnym Uniwersytecie Jagiellońskim. Po wojnie powrócił do pracy na uniwersytecie; w 1948, oskarżany o publikacje "szowinistycznie obciążone" i przepojone "furią rasistowską", został zmuszony do rezygnacji z pracy. Ostatnie lata życia spędził w posiadłości w Młyniku, chorując na niewydolność serca.

W 1908 został członkiem rzeczywistym, a w 1929 członkiem czynnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego; w latach 1925-1926 wchodził w skład Zarządu towarzystwa. W 1922 został członkiem-korespondentem, w 1933 członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności. Pełnił funkcję sekretarza (1917-1921), później przewodniczącego (1945-1949) Komisji Historycznej PAU, w latach 1931-1949 przewodniczył Komitetowi Redakcyjnemu Polskiego Słownika Biograficznego, wydawanego przez PAU. Należał również do Towarzystwa Historycznego we Lwowie (1913 członek-założyciel Oddziału Krakowskiego), Polskiego Towarzystwa Historycznego (1946-1952 przewodniczący Oddziału Krakowskiego, 1947 prezes Zarządu Głównego), Towarzystwa Naukowego w Toruniu, Związku Inteligencji Polskiej, Szwedzkiej Akademii Literatury, Historii i Archeologii, Towarzystwa Naukowego w Lund, Królewskiego Towarzystwa dla Wydawania Źródeł do Dziejów Skandynawii w Sztokholmie, Towarzystwa Żeglugi Polskiej.

Był także aktywny politycznie. W 1918 był członkiem Organizacji Narodowej, w latach 1922-1927 pełnił mandat poselski z ramienia Związku Ludowo-Narodowego. Krytykował politykę Józefa Piłsudskiego (m.in. na łamach "Trybuny Narodu"). W czasie wojny polsko-bolszewickiej był instruktorem artylerii. Został odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim szwedzkiego Orderu Gwiazdy Polarnej oraz Krzyżem Oficerskim francuskiej Legii Honorowej.

Zainteresowania naukowe Władysława Konopczyńskiego obejmowały historię Polski XVI i XVII wieku, historię państwa i prawa polskiego, historię parlamentaryzmu europejskiego, edytorstwo i biografistykę. Jest uważany za współtwórcę (obok Wacława Sobieskiego) tzw. nowej historycznej szkoły krakowskiej. Prowadził wieloletnie badania archiwalne (w Wiedniu, Dreźnie, Paryżu, Londynie. Kopenhadze, Berlinie), gromadząc liczne materiały do dziejów politycznych Polski w połowie XVIII wieku. Badał genezę i znaczenie konfederacji barskiej. Zainicjował prace nad utworzeniem polskiego ośrodka dokumentacyjno-informacyjnego. Przygotował do wydania m.in. Dyaryusze sejmowe z wieku XVIII (1911-1937, 3 tomy), Pamiętniki Stanisława Augusta Poniatowskiego (1915, ze Stanisławem Ptaszyckim), Materiały do dziejów wojny konfederackiej 1768-1774r. (1931), Reforma elekcji czy naprawa Rzeczypospolitej (1949, wybór tekstów politycznych z XVIII wieku). Współpracował z Wielką Encyklopedią Powszechną Ilustrowaną (1902-1914), "Biblioteką Warszawską", "Gazetą Polską", "Kwartalnikiem Historycznym", "Przeglądem Historycznym", "Przeglądem Polskim".

W 1921 zgłosił projekt wydania Polskiego Słownika Biograficznego. Po dziesięciu latach idea doczekała się realizacji i Konopczyński został pierwszym redaktorem naczelnym wydawnictwa (1931), publikując do wybuchu wojny cztery tomy (do początku litery "D"); po przerwie wojennej słownik wznowiono i pod redakcją Konopczyńskiego ukazały się kolejne dwa tomy (do połowy litery "F"). W 1948, wraz z przymusową emeryturą redaktora, nastąpiła kolejna przerwa w wydawaniu; tom VII ukazał się już po śmierci Konopczyńskiego w 1958. W gronie studentów Konopczyńskiego byli przyszli redaktorzy Polskiego Słownika Biograficznego - Kazimierz Lepszy i Emanuel Rostworowski, a także m.in. Józef Feldman.

Aleksander Kwaśniewski na czele Rady Tolerancji prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak

Aleksander Kwaśniewski na czele Rady Tolerancji prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak

Aleksander Kwaśniewski na czele Rady Tolerancji (2008-06-05)Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8183

Tuesday, June 3, 2008

Poland US Relations 2008 and why is US not helping Poland?

Poland US Relations 2008 and why is US not helping Poland?


Hello from Polish American Lech Alex Bajan of Arlington Virginia.

Jako Polak z USA of 1987 musze podac moje rozrzalenie z tej niesprawiedliwosci jaka jest w dzisiejszym swiecie w traktowaniu Polski i Polakow.

Polacy pomagaja Stanom Zjednoczonych USA : Iraq, Afghanistan , Kosovo, Panama, Haiti, Polish Army's Peacekeepers in Golan Heights.

Co mamy z tego. Gdzie te kontrakty w Iraku? Nic z tego? Ile to nas Polske i Polakow kosztuje. Mozna by za to zaplacic dlugi wszyskich szpitali w Polsce w wyslac na studia lazdego Polaka a albo podwoic swiadczenia dla najbardziej ubogich.
Co nasz Rzad robi w tej sprawie?
Dlaczaego nie mamy dobrego lobingu w USA. A ja moge pomoc. Jestem 20 lat w Washington DC i wiem jak to dziala.
Przed rostrzygniecien kontraktu w Iraku juz bylem poinformowany ze US kontrakt nie bedzie dla Polski a dla firmy belego sekretarza wojsk USA.

Former Republican Congressman and Secretary of Defense, under President Clinton, William Cohen, sits at the helm of the Cohen Group.
On dostal wiele kontraktow ktore sie Polsce nalezaly.

Nawet byly wypowiedzi Ministra Wojsk Irackich ze kontrakt nie zostal dobrze wypelniony przez firme Cohena: ze wiele sprzetu po dostarczeniu nawet nie dzialalo.

Czy tak chca zniszczyc i tanio wykupic Polski przemysl zbrojeniowy.

Sam pochodze z Krasnika w Lubeskim gdzie slawna na calym swiecie Fabryka Lozysk Tocznych wybudowana w ramach Centralnego Osrodka Przemyslowego w latach 20-30 XX wieki i calkowicie z modernizowana przez firmy japonsko – zachodnio europejskie w latach 80-tych za wiele miliardow dolarow. Ktora kiedys exportowala do 70 krajow swiata i zatrudniala 12 tys. Pracownikow


Zobarztmy tylko dane:


Polacy pomagaja Stanom Zjednoczonych USA

Country
Three Years Before 9/11 ('99-'01)
Three Years After 9/11 ('02-'04)
Change in Dollars
Six-Year Total ('99-'04)

Israel
$9,823,862,000 $9,094,874,000 ($728,988,000) $18,918,736,000
Egypt
$6,122,603,000 $6,025,456,540 ($97,146,460) $12,148,059,540
Pakistan
$9,075,000 $4,152,654,219 $4,143,579,219 $4,161,729,219
Jordan
$981,050,000 $2,670,414,688 $1,689,364,688 $3,651,464,688
Colombia
$1,549,497,000 $2,048,565,665 $499,068,665 $3,598,062,665
Afghanistan
$8,415,000 $2,663,783,836 $2,655,368,836 $2,672,198,836
Turkey
$5,357,000 $1,324,923,070 $1,319,566,070 $1,330,280,070
West Bank and Gaza
$630,557,000 $271,058,000 ($359,499,000) $901,615,000
Peru
$263,543,000 $445,825,971 $182,282,971 $709,368,971
Bolivia
$281,470,000 $320,682,000 $39,212,000 $602,152,000
Ecuador
$110,103,000 $251,367,795 $141,264,795 $361,470,795
Poland
$33,242,000 $301,136,119 $267,894,119 $334,378,119
Iraq
$37,945,000 $283,986,478 $246,041,478 $321,931,478
Haiti
$176,368,000 $87,296,000 ($89,072,000) $263,664,000
Indonesia
$78,126,000 $184,930,913 $106,804,913 $263,056,913
Philippines
$14,642,000 $245,636,802 $230,994,802 $260,278,802
Mexico
$89,957,000 $162,080,493 $72,123,493 $252,037,493
Lebanon
$66,417,000 $110,109,000 $43,692,000 $176,526,000
Timor-Leste
$84,791,000 $89,339,000 $4,548,000 $174,130,000
Bahrain
$693,000 $144,593,000 $143,900,000 $145,286,000

http://polishdeportedfromus.blogspot.com/ my blog


Support Our Allies - They Support Us?
"...For Your Freedom and Ours..."
Gen. T. Kosciuszko (Poland and America's Patriot)

- Poland sent combat troops to Iraq, Afghanistan , Kosovo, Panama, Haiti, Polish Army's Peacekeepers in Golan Heights, Americans during the war.
- Polish troops are responsible for security in 1 of the 4 zones in Iraq
- 20,000 soldiers from 17 countries served under Polish command
Poland sent its elite commando unit, GROM, which means thunder. It helped secure the port at Umm Qasr, which was vital to delivering aid to Iraq. The unit also secured nearby oil platforms before they could be sabotaged.

In the first Gulf War, Polish intelligence officers snuck into Iraq to rescue a group of CIA operatives trapped behind enemy lines.

Poland's secret agents disguised CIA agents as Polish construction workers and smuggled them out of Baghdad.
This was not the first time Polish soldiers risked their lives for our freedom. Generals Casimir Pulaski and Tadeusz Kosciuszko were two of the first foreigners to fight in the American Revolution. Kosciuszko designed and oversaw the construction of West Point. After that, he returned to Poland, where he led a democratic uprising. As a result of that fight, Poland had the first written democratic constitution in Europe, second in the world only to the U.S.

USA DEPORTED POLISH WOMAN IN US SINCE 1989 PERFECT CITIZEN FORMER SOLIDARITY, PERFECT MOTHER, NO CRIMES

I have to bring to your attention. What kind of:
How autocratic our Homeland Security in US is.

Ciekawy wiadomosc prasowa:

Israel to Get $30bn US Defense Aid

RAMALLAH/GAZA CITY, 30 July 2007 — Prime Minister Ehud Olmert yesterday announced a new $30 billion US defense aid package to preserve Israel’s regional military superiority, as he appreciated Washington’s wishes to boost moderate Arab states through weapons sales.

“This is an increase of 25 percent for the military aid to Israel from the United States. I think this is a significant and important increase in defense aid to Israel,” Olmert said at the opening of the weekly Israeli Cabinet meeting.

Olmert added that the aid package was offered during his meeting with US President George W. Bush in Washington on June 20.

“This would mean a lot to Israel’s security, and this is a good opportunity to thank President Bush and Secretary of State Condoleezza Rice,” Olmert said.

Other Israeli ministers stressed during the Cabinet meeting Israel’s need to secure its “quality advantage” over its neighbors in the Mideast and the US’ major role in maintaining this advantage.

“Defense aid to Israel is still a top priority for the United States,” Olmert told the Cabinet, adding that Israel enjoys more financial assistance than other countries in the Middle East.

“We have renewed agreements and a renewed commitment from the Americans that would help preserve our advantage over the Arab countries,” Olmert said, referring to reports by the New York Times and the Washington Post that the US is mulling a $20 billion arms deal with Gulf states and increasing military aid to Egypt to $13 billion over 10 years.

The deal with Gulf states includes advanced satellite-guided bombs, upgrades to their fighter jets and new naval vessels. It has reportedly raised concerns in Israel and among its supporters in the Congress. However, Olmert said that Israel fully understood the US’ need to support the moderate states in the region.

“We understand the US’ need to assist the moderate Arab states, which are standing in one front with the United States and us in the struggle against Iran,” Olmert said, referring to its nuclear program.

Israeli security officials called the increase in military aid “an unusual achievement.”

According to Israeli diplomatic sources, the final details about the new aid package to the Jewish state will be worked out during the visit by US Undersecretary of State for Political Affairs Nicholas Burns to the region, adding that his visit is slated for mid-August.

US defense aid to Israel began in 1973 but a regular 10-year aid plan — with the previous one expiring this summer — was institutionalized in 1977 as part of the Egypt-Israel peace agreement, the official said.

The military aid is made up of 75 percent US military hardware, ranging from ammunition to warplanes, with the other 25 percent in cash, which goes mainly toward securing new Israeli-made weapons.

Meanwhile, a new Palestinian government platform drawn up by Prime Minister Salam Fayyad pledges, in an indirect swipe at the Islamist group Hamas, to prevent the use of violence in the name of Islam.

An official English-language translation, released yesterday, of the policy document said that Fayyad’s administration would build a clearcut strategy to “enhance the status of Islam as a religion of tolerance.”

At the same time, the platform said, the government would prevent “the use of Islam to justify killings, exclusion of others and destruction.”

The phrasing was clearly aimed at Hamas who took control of Gaza last month in fighting with President Mahmoud Abbas’ secular Fatah faction.

The group has accused Abbas, based in the West Bank where Fatah holds sway, of carrying out a coup by setting up the new government without Hamas, which won an election 18 months ago. Palestinian officials on Friday confirmed that the new platform omits the phrase “armed struggle” and “resistance” against Israeli occupation.

A spokeswoman for Olmert has welcomed the new language. Hamas has rebuffed international demands to recognize Israel and renounce violence.

In another development, more than 100 Palestinians stranded for weeks in Egypt after the Hamas takeover of Gaza began returning home yesterday, crossing into Israel and riding buses to a crossing point between Israel and northern Gaza.

The first three Palestinians crossed into Gaza through the Erez checkpoint late yesterday afternoon. They were greeted with kisses and hugs from relatives, who rushed them away from the scene in cars.

The violent Hamas takeover of the Gaza Strip last month triggered the closure of the Rafah border crossing with Egypt, which was run by Palestinian security with European supervision and Israeli security in the background — stranding about 6,000 Palestinians on the Egyptian side. During the violence, the European monitors fled and Hamas militiamen took control of the terminal.

Earlier yesterday, about 1,000 Palestinians gathered in a stadium in the Egyptian town of El-Arish, where authorities read the names of 105 people who they said were approved by Israel to return to Gaza.


Alex Lech Bajan
Polish American
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
FAX: 703-940-8300
EMAIL: office@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com

Monday, June 2, 2008

Poland and Kingdom of Jordan Polska Jordania Polacy w Jordanii

Poland and Kingdom of Jordan Polska Jordania Polacy w Jordanii













Pamiętna wizyta

W marcu 2000 roku w wielu gazetach i czasopismach można było zobaczyć zdjęcia z milenijnej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Ziemi Świętej. Pamiętam jedno z nich, wykonane na szczycie góry Nebo: promienie zachodzącego słońca oświetlają rozległe połacie zrudziałych skał, miejscami tylko okraszonych skąpą roślinnością. Nad głową Pielgrzyma wznosi się wysoki krzyż z brązu, otoczony wężowymi splotami. Swym kształtem przypomina on miedzianego węża wykonanego na polecenie Mojżesza dla ocalenia ludu wybranego na pustyni.

Pielgrzymka papieska do miejsc związanych z historią zbawienia rozpoczęła się w Jordanii, a jej pierwszym etapem była wizyta w sanktuarium na górze Nebo, z której, według tradycji, Mojżesz oglądał Ziemię Obiecaną po czterdziestoletniej tułaczce po pustyni. Góra jest oddalona od stolicy Jordanii - Ammanu, o około 40 km w kierunku południowo-zachodnim.

Przyjechałam do Jordanii wiosną 2000 roku, w tydzień po zakończeniu papieskiej pielgrzymki. Wśród jordańskiej Polonii temat wizyty Jana Pawła II był wtedy bardzo świeży i często go omawiano, a i dziś jest krzepiącym serca i ciągle powracającym wspomnieniem. Ekumeniczna i pokojowa w swej wymowie pielgrzymka Jana Pawła II była wielkim wydarzeniem dla wszystkich osób przebywających na jej szlaku, ale dla jordańskiej Polonii miała chyba wymiar najbardziej szczególny. Na całej trasie towarzyszyły jej polskie flagi, polskie pieśni i polskie serca. Polki i Polacy przebywający w Jordanii na stałe lub tymczasowo uczestniczyli w celebrowanej przez Papieża Mszy św., która odbyła się 21 marca 2000 roku na stadionie sportowym na terenie Medinah Rijadie (Miasteczko Sportowe) w Ammanie. W tych uroczystych chwilach drgnęły najczulsze struny w polskich duszach, a wizyta papieża-Polaka dała Polonii okazję do podkreślenia dumy ze swej polskości, wzmogła poczucie jedności i solidarności.

Jordania jest niewielkim muzułmańskim krajem arabskim, leżącym po wschodniej stronie rzeki Jordan. Wizyta Papieża przypomniała, że zachodnie tereny Jordanii są integralną częścią Ziemi Świętej, znajdziemy tu wiele miejsc związanych z najdawniejszą historią chrześcijaństwa, zaś patronem kraju jest św. Jan Chrzciciel. Obecnie w Jordanii żyje około 160 tysięcy chrześcijan, którzy stanowią kilka procent ludności kraju, a większość z nich skupia się w Ammanie i jego okolicach. Konstytucja jordańska gwarantuje im wolność religijną, chrześcijanie nie podlegają także prawu islamskiemu regulującemu sprawy rodzinne oraz mają zapewniony 10% udział w każdej z dwu izb parlamentu. Bez przeszkód działają liczne szkoły chrześcijańskie, które cieszą się dobrą opinią i zajmują poczesne miejsce w jordańskim systemie oświaty.

Polacy w Jordanii

Historia Polaków w Jordanii jest jednocześnie krótka i długa. Krótka, ponieważ współczesna Jordania czyli Haszymidzkie Królestwo Jordanii to państwo młode, noszące tę nazwę od 1949 roku. Do końca I wojny światowej tereny Jordanii znajdowały się pod panowaniem Turków osmańskich, którzy rządzili tam przez cztery stulecia. W tych czasach Jordania była krainą zamieszkaną przez koczownicze plemiona beduińskie. Po rozpadzie imperium osmańskiego dostała się w brytyjski zarząd mandatowy i w 1922 roku utworzono emirat Transjordanii ze stolicą w Ammanie. Proklamowanie niepodległego królestwa nastąpiło w 1946 roku, a Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Jordanią w 1964 roku.

Historia Polaków w Jordanii jest długa, ponieważ Jordania leży na ziemiach o bogatej przeszłości, a dzieje Polaków w Jordanii stanowią jeden z wątków szerszego tematu obecności rodaków w Ziemi Świętej i w rejonie Bliskiego Wschodu. Być może pierwsi Polacy pojawili się na terenach dzisiejszej Jordanii już za czasów wypraw krzyżowych, których pozostałością są zamki w miejscowościach takich jak Karak lub Shobak w południowej części kraju. Być może na wschodni brzeg Jordanu zawitali już kilka stuleci temu polscy pielgrzymi przybywający do Ziemi Świętej w XVI wieku i wcześniej. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że na terenie dzisiejszej Jordanii postawił stopę któryś z licznych w XVIII i XIX stuleciu polskich podróżników i badaczy. Opis frapującej i odległej historii pozostawię jednak innym autorom.

Obecnie grono Polonii jordańskiej liczy około 250 osób. Liczba ta została określona szacunkowo na podstawie informacji konsulatu polskiego i obejmuje osoby dorosłe oraz dzieci w różnym wieku, posiadające polskie paszporty. Podobnie jak w wielu innych krajach, ze względu na brak odpowiednich statystyk oraz migracje, trudno jest podać dokładną liczbę Polaków przebywających w Jordanii. Pewne jest jednak, że większość z nich mieszka w stołecznym Ammanie lub w miastach północno-wschodniej części Jordanii, takich jak Zarqa, Irbid, Salt lub Madaba.

Wśród dorosłych członków społeczności polonijnej zdecydowanie przeważają kobiety, które znalazły się w Jordanii po zawarciu związków małżeńskich z Jordańczykami. Polsko-jordańskie pary poznawały się najczęściej w Polsce, a Polki, które najdłużej mieszkają w Jordanii, przyjechały tu w połowie lat osiemdziesiątych, czyli dwadzieścia kilka lat temu. Wtedy właśnie, po ukończeniu studiów, rozpoczynali swą karierę zawodową pierwsi jordańscy absolwenci polskich uczelni, najczęściej lekarze lub inżynierowie. Znaczna część z nich jest pochodzenia palestyńskiego. Ich wyjazd do Polski był skutkiem podpisania w 1974 roku umowy o współpracy kulturalnej i wymianie naukowej między Polską i Jordanią. Od tej pory rozwija się wymiana studentów i stypendystów. Obecnie więcej jest Jordańczyków studiujących w Polsce (50-60 osób pod koniec lat dziewięćdziesiątych) niż polskich studentów w Jordanii (co roku 4 osoby przyjeżdżają do Ammanu na kursy języka arabskiego). Studencki i polski rodowód wielu rodzin polonijnych wpływa na ich życzliwy stosunek do polskich tradycji i dobre kontakty z Polską. W wielu domach mówi się po polsku, a ojcowie rodzin z sentymentem wspominają lata spędzone w Polsce.

Jeśli chodzi o Polaków tymczasowo przebywających w Jordanii, to trzeba przyznać, że ich grono jest nieliczne, ale za to można wśród nich znaleźć pasjonatów i naukowców. Najczęściej przyjeżdżają do Jordanii polscy turyści. Trudno ocenić ich liczbę ze względu na brak odpowiednich danych. Sytuacja polityczna i walki toczące się na Zachodnim Brzegu i w Izraelu zahamowały w tym roku napływ turystów z Polski, choć Jordania oferuje wiele unikalnych atrakcji. Są nimi nie tylko pozostałości nabatejskiej Petry lub rzymskiej Gerazy, lecz także niezwykłe krajobrazy kamiennej pustyni Wadi Rum, Morza Martwego i Czerwonego oraz czysty błękit nieba i gorące słońce.

Najtrudniej jest spotkać w Jordanii polskiego biznesmena lub przemysłowca. Polsko-jordańskie kontakty handlowe są raczej słabo rozwinięte W latach osiemdziesiątych Polska była importerem fosforytów z Jordanii, w latach dziewięćdziesiątych ukończono budowę jedynej dużej polskiej inwestycji w Jordanii, którą jest funkcjonująca od 1997 roku odlewnia żeliwa w Irbidzie. Dla przykładu podam, że wysokość polskiego eksportu do Jordanii w roku 2000 osiągnęła wartość 2,5 mln dolarów, a import z Jordanii opiewał na symboliczną sumę 13 tys. dolarów. Widoczna jest jednak tendencja wzrostowa - być może uda się w tym roku wypromować eksport polskich artykułów spożywczych do Jordanii. Tymczasem niekwestionowanym osiągnięciem pierwszego roku nowego stulecia jest zainaugurowanie lotów czarterowych między Warszawą a Ammanem. Służą one obsłudze ruchu turystycznego, a inicjatorem przedsięwzięcia i jego realizatorem po stronie jordańskiej jest Nazir Abu Faraj, mający wieloletnie i bardzo bliskie kontakty z Polską.

Od czasu do czasu trafiają do Jordanii polscy artyści. Najczęściej są to grupy folklorystyczne, które reprezentują Polskę i cieszą się wielkim powodzeniem na dorocznym letnim festiwalu w Jerash, jednej z największych i najpopularniejszych imprez kulturalnych regionu Bliskiego Wschodu. W 1998 roku występowało "Mazowsze" i warszawski teatr dla dzieci "Guliwer", a w 2000 roku na scenie umieszczonej wśród malowniczych rzymskich ruin zatańczyli "Silesianie" z Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Do Ammanu dość często przyjeżdżają także polskie zespoły muzyczne, które występują w miejscowych hotelach.

Ambasada jak dom rodzinny

Ambasada RP w Ammanie jest jedyną polską placówką w Jordanii i trudno przecenić jej znaczenie w życiu Polonii. Placówka konsularna działająca od 1964 roku uzyskała rangę ambasady w 1990 roku. Wcześniej, od czasu nawiązania polsko-jordańskich kontaktów dyplomatycznych w 1964 roku, w Ammanie działało również Biuro Radcy Handlowego, które w 1999 roku zostało zlikwidowane w ramach reorganizacji administracji państwowej w Polsce. Formalnym zwierzchnikiem ambasady jest ambasador akredytowany w Syrii, w praktyce funkcję szefa placówki pełni chargé d'affaires rezydujący w Ammanie. Podniesienie rangi polskiej placówki wiązało się z intensyfikacją kontaktów polsko-jordańskich. Ambasada stała się także miejscem bardziej przyjaznym Polonii i otwartym dla wszystkich Polek i Polaków przebywających w Jordanii. W niewielkiej Jordanii kontakty międzyludzkie rzadko są anonimowe, a kolejni szefowie placówki i ich małżonki - państwo Pawlakowie, Rękasowie, Woźniakowie - czynnie uczestniczą w życiu polonijnym, nie tylko przy okazji oficjalnych uroczystości. Nowa siedziba Ambasady - obszerna trzykondygnacyjna willa, mieszcząca się w spokojnym i ukwieconym zakątku dzielnicy Rabiah, gościnnie użycza swych sal na imprezy i spotkania polonijne, a konsulat wspiera również finansowo działalność Klubu Polek. Szczególnie troskliwie dba o interesy Polonii konsul Beata Sokołowska. Bez jej aktywnej pomocy niemożliwe byłoby zorganizowanie wielu imprez polonijnych oraz powołanie do życia działającego od września 2000 r. punktu szkolnego. Ogromną rolę w koordynowaniu kontaktów Polonii z Ambasadą odgrywa Julita Taha, która zajmuje się sprawami prasy i informacji, jednocześnie należy do grona Polonii i jest aktywną animatorką życia polonijnego.

O potrzebie dialogu

Polaków przebywających lub mieszkających za granicą często wspiera obecność polskiego duchowieństwa i możliwość uczęszczania do polskich kościołów. W Jordanii takich możliwości prawie nie ma. Podczas półtorarocznego pobytu w tym kraju spotkałam tylko jednego polskiego duchownego. Ksiądz Adam Wąs jest jednocześnie zakonnikiem Zgromadzenia Słowa Bożego Księży Werbistów, naukowcem i poliglotą o szerokich zainteresowaniach religioznawczych. W Jordanii prowadzi badania naukowe w ramach kursu doktoranckiego na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Rozprawa doktorska księdza Adama będzie nowatorską pracą na temat stowarzyszenia Braci Muzułmanów (Muslim Brotherhood), podejmującą zagadnienie współczesnego fundamentalizmu islamskiego w aspekcie założeń religijnych i społecznych, nie tylko od strony politycznej, która jest zwykle eksponowana. Dla ks.Adama Wąsa impulsem do podjęcia studiów nad islamem było zetknięcie się z jego wyznawcami podczas pobytu na misji w Kenii. Po studiach w Papieskim Instytucie Studiów Arabistycznych i Islamologicznych w Rzymie trafił do Jordanii, która przyciągnęła go atmosferą tolerancji i otwartości oraz istnieniem instytutów badawczych, nastawionych na dialog między religiami. Słowa "dialog" i "dialogowy" powtarzają się często w rozmowie z księdzem Adamem, bo właśnie zagadnienie dialogu między religiami, a szczególnie dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, jest jego pasją.

- Umiejętność nawiązania takiego dialogu będzie niesłychanie ważna dla przyszłości społeczeństw Europy, której oblicze ulega ogromnym zmianom - mówi. - Chodzi o to, żeby nowe społeczeństwa europejskie były dialogowe, żeby ludzi cechowała otwartość na drugiego człowieka, a kontakty między wyznawcami odmiennych religii miały taką formę, w której jedna strona ubogaca drugą.

Ksiądz Adam Wąs jest Sekretarzem Generalnym powstałej w Polsce w 1998 roku Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, rozwijającej swą działalność we współpracy z Episkopatem Polski. W Jordanii przebywa tymczasowo po raz trzeci, a jego twórcze kontakty z tym krajem oraz z jordańską Polonią będą kontynuowane.

Polscy archeolodzy w Jordanii

Jordania jest rajem dla archeologów, a wielonarodowe ekipy prowadzą badania w licznych miejscowościach tego kraju. Pasjonatem swego zawodu był Antoni Ostrasz (1929-1996), polski architekt i archeolog, który ostatnie 14 lat swego życia spędził w Jerash - jednym z najlepiej zachowanych miast starożytnego Wschodu, należącym do starożytnej ligi dziesięciu miast Dekapolis. Antoni Ostrasz już od początku lat sześćdziesiątych zaangażowany był w badania prowadzone przez archeologów śródziemnomorskich na terenie Egiptu, Sudanu i Cypru. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, swą karierę naukową kontynuował na Uniwersytecie Warszawskim. W 1982 roku przyjechał do Jordanii i wraz z grupą polskich archeologów zajmował się wykopaliskami i rekonstrukcją kościoła biskupa Marianusa oraz Domu Umajadów w Jerash. W 1984 roku rozpoczął prace prowadzące do rekonstrukcji największej w Jerash budowli - hipodromu i temu zadaniu poświęcił resztę życia. Pracował tu do dnia swej nagłej śmierci. Antoni Ostrasz kierował także rekonstrukcją kompleksu budynków w miejscowości Pella oraz wieży Cytadeli w Ammanie. Lubiany i szanowany przez międzynarodową społeczność naukowców pracujących na Bliskim Wschodzie, w Jordanii pozostawił największą część swego dorobku naukowego i serdeczne wspomnienia w ludzkich sercach. Antoni Ostrasz nie był jedynym Polakiem badającym zabytki Jordanii. W latach 90. Polacy brali udział w realizacji zakrojonego na szeroką skalę amerykańskiego projektu Madaba Plains Project, poświęconego opracowaniu historii kultury rejonu Madaby, która w czasach bizantyjskich była ważnym ośrodkiem chrześcijaństwa. Na stanowiskach z epoki wczesnego brązu przez cztery kolejne sezony, począwszy od 1996 roku, prowadzili badania polscy naukowcy i studenci z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polki, Jordanki - żony Palestyńczyków

Oblicze jordańskiej Polonii i atmosferę życia polonijnego w Jordanii kształtują przede wszystkim polskie żony Jordańczyków. Polki są zwykle przyjmowane serdecznie i bez uprzedzeń, a już po krótkim pobycie w Jordanii można się przekonać, że wyraz "Bolanda" czyli Polska wywołuje zwykle serdeczny uśmiech. Osoby, które nie zetknęły się nigdy z Polską mają jednak niewielką wiedzę na jej temat i Polskę, wraz z innymi byłymi państwami komunistycznymi, zalicza się ogólnie do biedniejszej części Europy. Polki mieszkające w Jordanii mają zwykle obywatelstwo jordańskie, które według obecnych zasad prawnych jest przyznawane po pięciu latach małżeństwa z obywatelem Jordanii, niezależnie od miejsca pobytu. Uzyskanie praw obywatelskich z pewnością sprzyja silniejszemu identyfikowaniu się ze społeczeństwem drugiej ojczyzny.

Jordania jest krajem młodym, liczba jej ludności zwiększa się dynamicznie, obecnie wynosi 4,7 mln, a prawie jedna trzecia zamieszkuje w półtoramilionowym Ammanie, który w czasie ostatnich 20 lat ogromnie się rozwinął. Mieszkańcy Jordanii to głównie Arabowie, znaczną grupę stanowią Arabowie palestyńscy, którzy napłynęli do Jordanii w 1948 i w 1967 roku. Liczbę uchodźców (fala z 1948 r.) określa się na 1,5 mln, a przesiedleńców (z 1967 r.) na 800 tysięcy. Ponad 50% obywateli jordańskich jest pochodzenia palestyńskiego. Jordania była jedynym krajem Bliskiego Wschodu, który przyznał uchodźcom swe obywatelstwo. W Jordanii można także spotkać niewielkie grupy potomków Czerkiesów, Czeczenów, Ormian, Turków i Kurdów.

Wielu mężów jordańskich Polek jest pochodzenia palestyńskiego, najczęściej należą oni do drugiego pokolenia uchodźców z 1948 roku. Są zadomowieni w Jordanii bardziej niż ich rodzice, ale jednocześnie mają świadomość przynależności do grupy ludzi, których coraz częściej określa się tu mianem diaspory palestyńskiej. Żony dzielą z nimi ich niespokojny los.

Palestyńczycy odegrali dużą rolę w rozwoju Jordanii, jednak ich dostęp do stanowisk w administracji państwowej i wojsku, do wyższych uczelni i stypendiów jest ograniczany. - Jedyną szansą dla Palestyńczyków było zdobywanie wykształcenia. To jest nasz kapitał - mówi jeden z mężów. Mężowie Polek należą do wykształconej elity kraju, choć po powrocie ze studiów w Polsce droga do posad państwowych bywała dla nich zamknięta.

Bycie żoną Palestyńczyka może oznaczać konieczność migracji. W Jordanii można spotkać Polki, które przyjechały tam po roku 1991 z krajów Zatoki Perskiej, najczęściej Kuwejtu. Niektóre z nich mają bardzo dramatyczne wspomnienia z okresu wojny w Zatoce Perskiej. W wyniku tej wojny do Jordanii napłynęło około 300 tysięcy Palestyńczyków, większość z nich miała wcześniej obywatelstwo jordańskie.

Rzetelne i punktualne

W Ammanie można się leczyć u polskich lub mówiących po polsku lekarzy. Ewa i jej mąż Omar Hzeyyen poznali się na studiach medycznych w Poznaniu i pobrali się na drugim roku. Po ukończeniu studiów i kilku latach pracy w Polsce przyjechali do Ammanu i tu zaczęli wszystko od nowa. Ewa otworzyła własny gabinet stomatologiczny i obecnie nie może narzekać na brak pacjentów. Polsko-jordańskich par lekarzy jest w Jordanii więcej. Po nostryfikacji dyplomów polskie lekarki i pielęgniarki bez kłopotów znajdują pracę i są cenione za rzetelność, czystość i punktualność.

Ewa Jaber jest magistrem rehabilitacji, żoną wykształconego w Polsce chirurga. Przyjechała do Jordanii w grudniu 1977 roku, z choinką w walizce. Chciała, aby już te pierwsze święta upłynęły w prawdziwie świątecznej atmosferze. Dziś co roku w wigilię uczestniczy w uroczystej, międzynarodowej pasterce na górze Nebo. Cztery miesiące po przyjeździe do Ammanu Ewa podjęła pracę w swej specjalności na jedynym wówczas oddziale rehabilitacji w szpitalu uniwersyteckim. Od 1989 roku pracuje w dużym szpitalu w Ammanie i jest wziętym specjalistą. W czasie swego pobytu w Jordanii pracowała, wychowywała dzieci, uczyła się nowego języka i nowego kraju. - Nie było czasu na zastanawianie się nad drobiazgami, to chyba praca pomogła mi przetrwać najtrudniejsze chwile - mówi dzisiaj. Praca daje jej nie tylko niezależność finansową i pewność siebie, ale i szacunek męża, za to że podołała wszystkim obowiązkom jednocześnie. Zawsze może liczyć na pomoc i zrozumienie z jego strony.

Małgorzata Al - Busol jest inżynierem budowlanym. Przyjechała do Jordanii w 1993 roku i wkrótce po zamieszkaniu w Ammanie podjęła pracę w prywatnym biurze konstrukcyjnym. Przez pierwszych dziesięć miesięcy pracowała za darmo, ucząc się arabskiego, doskonaląc angielski. Wielu rzeczy musiała nauczyć się od nowa, bo normy stosowane w tutejszym budownictwie są zupełnie inne niż w Polsce, a właściciel firmy nie od razu uwierzył w jej fachowe umiejętności. Mówi, że zawsze podporą i pomocą był dla niej mąż. Dziś, po 6 latach pracy, zajmuje odpowiedzialne kierownicze stanowisko, jest ceniona za punktualność, obowiązkowość i fachowość, ale także za chęć uczenia się i nieustannego podnoszenia swych kwalifikacji.

Genowefa Qadri jest przyzwyczajona do samodzielności i aktywnej pracy. Twierdzi, że zawsze dobrze się czuła w Jordanii, choć ma wiele okazji zetknięcia się z różnicami w mentalności Polaków i Jordańczyków. Mieszka na stałe w Ammanie od 1995 roku. Od czterech lat jest zaangażowana w pracę w dużej firmie odzieżowo-handlowej, prowadzonej przez rodzinę męża. Zatrudniający około 50 osób zakład krawiecki w Ammanie zajmuje się szyciem tradycyjnych i nowoczesnych strojów dla muzułmanek, sprzedawanych w sieci firmowych sklepów w kilku krajach oraz eksportowanych do innych odbiorców za granicą. Gdy Gienia jest w zakładzie, praca wre pod jej czujnym okiem, to ona jest odpowiedzialna za kontrolę jakości i kierowanie pracownikami, którzy nierzadko przysparzają jej kłopotów z powodu braku odpowiednich kwalifikacji i niesystematyczność w pracy.

Dorota Fahmi i Bożena Spychała w lipcu 2000 roku otworzyły prywatne przedszkole w dzielnicy Rabiah w Ammanie. Dorota miała już wieloletnie doświadczenie w pracy w tej branży, bo choć ma wykształcenie ekonomiczne, po przyjeździe do Jordanii szybko znalazła pracę w przedszkolu, potem była nauczycielką angielskiego w jednej z katolickich szkół w Ammanie, następnie została dyrektorką przedszkola, a wreszcie postanowiła założyć własne. Polubiła pracę z dziećmi, a podstawą nowego startu było wzajemne zaufanie i przyjaźń łącząca ją z Bożeną oraz środki finansowe zapewnione przez mężów obu pań. Wprowadzono naukę angielskiego dla dzieci, co bardzo podoba się rodzicom, ale o widocznym już sukcesie przedszkola zadecydowały też dobre warunki lokalowe, rodzinna atmosfera i rzetelne podejście Polek do pracy. W Ammanie najłatwiej jest znaleźć pracę, ale i w innych miastach Polki nie rezygnują z kariery zawodowej. - To praca znalazła mnie - mówi mieszkanka Irbidu Elżbieta Jedllińska. Poszukiwano inżynierów ze stażem, a Elżbieta właśnie do nich należała. Jest inżynierem mechanikiem, kilka lat poświęciła na odchowanie dzieci, ale nie przeszkodziło to pomyślnemu powrotowi do pracy, poprzedzonemu uczestnictwem w kursach organizowanych przez jordańskie Stowarzyszenie Inżynierów. Dziś, korzystając z dobrodziejstw komputeryzacji, może pracować dla dużej firmy konstrukcyjno-budowlanej w Ammanie, mieszkając w Irbidzie. Jest też odpowiedzialna za nadzór remontowo-techniczny w tutejszym szpitalu, a żeby całkiem wypełnić sobie wolny czas, została agentem firmy produkującej kosmetyki i sprzęt medyczny. Mniej więcej jedna czwarta ogólnej liczby jordańskich Polek pracuje poza domem, szczególnie lekarki i inżynierowie znajdują zatrudnienie i nie przeszkadza w tym fakt bycia kobietą i cudzoziemką. W Jordanii tylko 5% kobiet ma wyższe wykształcenie, więc dyplom wyższej uczelni z pewnością ułatwia Polkom zdobycie pracy, choć nie jest jedynym warunkiem rozwinięcia aktywności zawodowej.

Rodzina ponad wszystko

Już po krótkim pobycie w Jordanii można się zorientować, że więzy rodzinne odgrywają niezwykle ważną rolę w życiu Jordańczyków, a w skali całego społeczeństwa nie bez znaczenia są także więzy plemienne. Rodziny są raczej liczne, statystyki mówią, że na jedną rodzinę przypada średnio pięcioro dzieci, ale wskaźnik ten spada, szczególnie wśród ludności miast. Rodziny polsko-jordańskie mają zwykle troje lub dwoje dzieci.

Pojęcie rodziny jest często rozumiane w sposób tradycyjny, a więc obejmuje szeroki krąg krewnych i powinowatych. Ma to swoje dobre i złe strony. Więzy rodzinne zobowiązują nie tylko do częstych spotkań z okazji świąt i uroczystości, oznaczają również obowiązek wzajemnej pomocy w wielu aspektach życia, także pomocy finansowej. Zdarza się, że rodzina męża jest dla Polki cennym oparciem i pomocą, ale czasem bywa i tak, że ogranicza prywatność i swobodę w życiu codziennym. Te ostatnie przypadki pozostają jednak w zdecydowanej mniejszości, ponieważ Polki najczęściej biorą swój los we własne ręce.

Polki, które trafiły do rodzin chrześcijańskich, bez problemu kultywują polskie tradycje religijne. W wielu innych rodzinach z powodzeniem prowadzony jest dialog między dwiema religiami i tradycjami: chrześcijańską i muzułmańską. Dzieci z małżeństw mieszanych automatycznie stają się muzułmanami, ale na przykład celebrującymi, podobnie jak ich rodzice, zarówno Boże Narodzenie, jak i Ramadan.

Grono polonijne często zastępuje Polkom i ich dzieciom polskich krewnych, których brakuje w Jordanii. Wiele wskazuje na to, że jordańskim Polkom udało się coś bardzo ważnego i trudnego: stworzyły społeczność polonijną, która przypomina zżytą i harmonijnie współpracującą rodzinę.

Klub Polek

Polki mieszkające w Ammanie zawsze łączyła serdeczna zażyłość i koleżeńska współpraca. - Jest nas tak mało, musimy się trzymać razem - mówią często. Nieformalne spotkania polonijne przyjęły nowy kształt jesienią 1989 roku, podczas kryzysu w Zatoce Perskiej. Był to jedyny w czasie ostatniego ćwierćwiecza okres, który jordańskie Polki wspominają jako pełen napięcia i strachu. Niebezpieczeństwo wojny wisiało w powietrzu. Wszyscy odczuwali potrzebę silniejszego zintegrowania środowiska polonijnego.

Zimą 1989 roku wspólnie z konsulatem RP w Ammanie zorganizowano po raz pierwszy ogólnokrajowy, polonijny bal choinkowy dla dzieci i rodziców. Frekwencja była nieomalże stuprocentowa. Wkrótce potem doszło do powstania Klubu Polek. Niemałą rolę w jego tworzeniu odegrała Julita Taha, a pierwszą przewodniczącą Klubu została Liliana Fanek, która już od kilku lat była organizatorką rozmaitych spotkań polonijnych, odbywających się często w jej domu. Liliana była przewodniczącą Klubu Polek przez 2 lata. Obecnie funkcję tę dzielą między siebie dwie osoby: Barbara Ali Mohamed Awadallah i Małgorzata Abdel Nabi, skarbnikiem Klubu jest od kilku lat Małgorzata Zaghloul.

Do Klubu Polek w Jordanii należy obecnie 25 osób, ale organizowane przez Klub imprezy są otwarte dla wszystkich. Co roku odbywa się ogólnopolonijna zabawa świąteczno-noworoczna, systematycznie organizowane są obchody Świąt Wielkanocnych, Dnia Kobiet i Dnia Matki, wycieczki integracyjne dla rodzin jordańsko-polskich, zabawy i konkursy wiedzy o Polsce z okazji Dnia Dziecka. Ze względu na brak stałego lokalu lub finansowych możliwości wynajęcia go, większość imprez odbywa się w domach prywatnych. Działalność Klubu Polek finansowana jest ze składek członkiń Klubu, a także wspomagana przez Ambasadę RP w Ammanie.

Jednym z osiągnięć Klubu Polek było stworzenie w 1990 roku społecznej biblioteki, której księgozbiór liczy obecnie około 800 tomów. Biblioteka mieści się w budynku Ambasady RP. Klub Polek zgromadził także sporą wideotekę filmów polskich pochodzących z darowizn osób prywatnych, a częściowo ufundowaną przez polskie MSZ. Po wizycie w Jordanii marszałka Senatu RP Alicji Grześkowiak w listopadzie 2000 roku, Klub wzbogacił się o telewizor, magnetowid oraz pomoce do nauki języka polskiego w postaci podręczników, map, słowników i encyklopedii, które są darem Senatu RP dla Polonii jordańskiej. Są one cenną pomocą dla punktu szkolnego prowadzącego zajęcia z języka polskiego i historii Polski, którego działalność zainaugurowano we wrześniu 2000 roku. Zajęcia przeznaczone są dla dzieci polonijnych i odbywają się raz w tygodniu, na terenie polskiej ambasady, a prowadzą je nieodpłatnie członkinie Klubu: Izabela Abu Faraj i Ewa Zajączkowska - El Hassani oraz Ewa Garbuzik - emerytowana nauczycielka, która przebywa w Jordanii u córki Edyty. Uczniowie, niezależnie od wieku, podzieleni są na dwie grupy: początkującą i zaawansowaną. W zajęciach zwykle bierze udział około 20 dzieci.

Drugie pokolenie Polonii

- Gdy jestem w Polsce, lubię pójść do lasu, nad rzekę lub nad jezioro - mówi jeden z młodych przedstawicieli drugiego pokolenia Polonii. Jedna z dziewcząt z rozmarzeniem opowiada, że lubi wilgotny zapach polskich łąk.

Polonia jordańska utrzymuje ścisłe kontakty z Polską, a znakomita większość dzieci polonijnych płynnie mówi po polsku. Rodzice dbają nie tylko o znajomość języka polskiego, lecz także o zapewnienie dzieciom dobrego wykształcenia. Jordańczycy, jeśli tylko są takie możliwości, chętnie wysyłają swe dzieci na studia za granicę, a dzieci polonijne często wybierają studia w Polsce. W roku akademickim 2000/2001 na polskich uczelniach studiowało 17 osób, należących do drugiego pokolenia jordańskiej Polonii. Wyraźnym powodzeniem cieszą się studia medyczne, które wybrało aż 8 osób, najczęściej kontynuując rodzinne tradycje lekarskie. Po 2 osoby odbywały studia techniczne i ekonomiczne, 3 osoby studiowały na kierunkach uniwersyteckich. W tym samym roku przyznano Jordanii 5 miejsc na rocznych kursach języka polskiego w Polsce. Do grupy pierwszych absolwentów należy Samir Jaber, który w tym roku ukończył studia na Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Studia w Polsce możliwe były dzięki stypendiom polonijnym przyznawanym przez rząd polski. Pełne stypendia, obejmujące świadczenia socjalne, zaczęto przyznawać w 1993 roku i w roku akademickim 2000/2001 korzystało z nich 12 osób. Od 1998 roku zniesiono świadczenia stypendialne, oferując jedynie możliwość bezpłatnej nauki. Wielu rodziców marzy o wysłaniu swych dzieci na studia do Polski, jednak koszty utrzymania w Polsce są coraz wyższe i nie wszyscy będą mogli zrealizować swe marzenia.

Kraje Bliskiego Wschodu kojarzą się najczęściej z niepokojami politycznymi, nawet z terrorem. W czasie mojego półtorarocznego pobytu w Ammanie przekonałam się, że żyje się tu spokojnie i bardzo normalnie. Zwykłym trybem toczy się życie wielu Polek i ich rodzin, które miałam okazję poznać. Jest to życie wypełnione troską o dom i dzieci, pracą, kontaktami z ludźmi. Zapewne życie to nie jest całkowicie jordańskie, nie jest też polskie, lecz stanowi niepowtarzalną i indywidualną dla każdej rodziny mieszankę obu elementów.
Andrzej BIERA Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny
(09/12/2003)
secretariat@amman.polemb.net


Płk Michał ROSZCZYNA Attaché Wojskowy, Lotniczy i Morski
(rezydujący w Damaszku)
(23/07/2003)

Janusz JANKE I Sekretarz - sprawy ekonomiczne, handlowe i administracyjne
(21/01/2007)
commercial@amman.polemb.net

Piotr BARGŁOWSKI II Sekretarz - sprawy prasowe i kulturalne
(02/09/2005)
press-cultural@amman.polemb.net

Katarzyna JAWOROWSKA III Sekretarz - sprawy konsularne
(05/09/2007)
consul@amman.polemb.net